Ostatnie spazmy chińskiego smoka?

W jakież osłupienie wprawiła więc komunistycznych dygnitarzy wiadomość, gdy w połowie marca 2013 r. państwowa komisja stwierdziła, że konstrukcja może wkrótce runąć. Powód? Beton mieszano z tańszym morskim piaskiem zamiast z rzecznym. Ten pierwszy zawiera m.in. takie substancje korozyjne, jak sól i chlor, które w dość niedługim czasie przeżerają stal. Raport komisji wykazał, że zawaliłby się nie tylko drapacz chmur, lecz także 15 innych budowli wokół niego. Bo wszędzie stosowano tę samą praktykę.

Ping’an może jednak stać się w najbliższych miesiącach symbolem chińskiej gospodarki. Ale całkiem innym, niż chciał tego komunistyczny komentator.

Barometry rynku

Chiny nie są wcale lokomotywą gospodarki światowej, jak życzyłaby sobie część ekonomistów, a raczej jej hamulcowym.

Prezes chińskiego Banku Centralnego Zhou Xiaochuan w ostrym tonie ostrzegł 14 marca przed niebezpieczeństwem inflacji. (Mimo że Bank Centralny w połowie lutego zmniejszył podaż pieniądza o wartość 4 mld i 800 mln dolarów na tamtejszym rynku). Ta reakcja nie spodobała się rynkom surowców naturalnych. I nazajutrz cena rudy żelaza spadła o 3,1 proc. A wraz z nią o 2 proc. potaniały akcje jednego z największych w regionie Pacyfiku przedsiębiorstw kopalnianych Rio Tinto. Choć wciąż za tonę rudy trzeba zapłacić 133 dolary. Jednak ostrzeżenie prezesa chińskiego banku może oznaczać, że Chiny mają nadwyżkę stali.

Prócz rudy żelaza dla części inwestorów barometrem rynków jest cena miedzi. Jak wskazują, w drugiej połowie 2010 i w pierwszej połowie 2011 r. cena miedzi wyprzedzała Indeks S&P 500 (indeks zawiera 500 największych spółek łącznie reprezentujących około 75 proc. kapitalizacji całego amerykańskiego rynku akcji; jest najbardziej akceptowanym barometrem rynku – red.), co, jak twierdzą, należy przypisać ówczesnej dobrej kondycji gospodarki chińskiej. Przez około osiem miesięcy oba wykresy niemal się stykały. Ale od połowy...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: