Asad może liczyć na Iran

„Początek końca, reżim Asada doszedł do ściany” – to tytuł i zarazem główna myśl artykułu, który opublikował Pan na początku zeszłego roku. Baszar al-Asad jest jednak wciąż u władzy, a końca dyktatury nie widać. Mylnie ocenił Pan sytuację?

Nadal jestem zdania, że wybuch rewolucji jako takiej stanowił początek końca Asada. Wynika to z prostego faktu – wcześniej było nie do pomyślenia, by Syryjczycy mogli wyjść masowo na ulice i domagać się dla siebie jakichś praw. Wyrok na autorytarne rządy Asada zapadł w chwili, gdy naród przestał pokornie przystawać na jego dyktatorskie metody. Poza tym, sam reżim w ciągu ostatnich 16–17 miesięcy przepoczwarzył się w coś nowego, jego struktura uległa przemeblowaniu. Niedawno media donosiły o dezercji syryjskiego premiera, Rijada Hidżaba. To wymowne świadectwo zmian, którymi przesiąkły również najwyższe szczeble władzy. W oczach opozycji kolejna ucieczka zaufanego człowieka Asada urosła do rangi symbolu sypiącej się dyktatury. Proszę zauważyć, że reżim skurczył się w zasadzie do grupy wojskowych, jego jądro jest zmilitaryzowane, a związani z prezydentem Asadem politycy i urzędnicy coraz częściej wybierają drogę dezercji. W smaganej rewolucyjnym szałem Syrii nie ma już miejsca na reżim w jego pierwotnym, politycznym wymiarze, przynajmniej nie w znanej nam formie.

Zanim nastała regularna wojna domowa, ludzie pokojowo protestowali, domagając się pewnych ustępstw ze strony Asada. Kim są Syryjczycy, którzy łamiąc tradycję, wymówili posłuszeństwo władcy?

W ciągu ostatnich 17 miesięcy na syryjskiej scenie społeczno-politycznej wyodrębniły się trzy grupy opozycjonistów, ludzi, którzy postanowili zerwać z ciągłym przytakiwaniem. Mamy w Syrii opozycję polityczną, czyli osoby gotowe sprawować funkcje polityczne w rzeczywistości postreżimowej. Mamy ruch protestacyjny, który obejmuje ludność cywilną demonstrującą na ulicach, angażującą się w tworzenie struktur stanowiących...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: