Jeżeli Rosja utraci Tartus, zostanie z niczym

Ale oczy całego świata i tak są dziś zwrócone przede wszystkim na USA. W rozdziale poświęconym historii relacji amerykańsko-syryjskich przypominał Pan o tym, jak dobre były te stosunki po zakończeniu II wojny światowej. Punkt zwrotny przypadł na rok 1967, kiedy partia Baas dokonała zamachu stanu i przejęła władzę w państwie. Od tego momentu relacje Damaszku i Waszyngtonu przypominają sinusoidę… Można to tak ująć. Te relacje nie są najłatwiejsze i nigdy takimi nie były. Dzielę historię stosunków amerykańsko-syryjskich na kilka etapów, a każdy z nich rozgałęzia się na kolejne wątki. Zagłębiając się w tę historię, trzeba sobie przede wszystkim uświadomić, że stosunki między Syrią i USA zaczęły się bardzo obiecująco. Przecież USA mocno wspierały niepodległościowe dążenia Syryjczyków. Kiedy w 1946 r. Syria ogłosiła niepodległość i rozpisano pierwsze wolne wybory, Ameryka przyglądała się tej zmianie z sympatią. Sytuacja zmieniła się w 1963 r. wraz z dojściem do władzy partii Baas. To była pierwsza jaskółka zwiastująca zmianę kursu, Stanom Zjednoczonym nagle zabrakło partnera do rozmowy, kontakty stały się przez to jałowe, ograniczone do koniecznego minimum. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. W 1967 r. doszło do zerwania stosunków między Syrią a USA, a pod koniec lat 70. Syria pojawiła się na terrorystycznej liście amerykańskiego Departamentu Stanu, ta decyzja nie wróżyła nic dobrego. W 1982 r., angażując swoje wojska po stronie libańskiej, Syria wystąpiła przeciwko
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze