Sędzia piłkarski gadem?

Kartkowy absurd

Wyobraźmy sobie turniej, w którym w jednej grupie grają drużyny „Gazety Polskiej”, „Gazety Wyborczej”, „Reczpospolitej” i „Naszego Dziennika”. W otwierającym spotkaniu „GP” gra z „GW”. Adam Michnik, kapitan „GW”, brutalnie fauluje naszego lidera, Tomasza Sakiewicza (który zostaje zniesiony z boiska i nie gra do końca meczu). Michnik otrzymuje czerwoną kartkę i zostaje wykluczony z gry (decyzją UEFA za szczególnie brutalny faul pauzuje przez kolejne dwa spotkania). „GP” łatwo i wysoko wygrywa z „GW”. Ale kto naprawdę został tu ukarany, a kto nagrodzony? W kolejnych spotkaniach „Rz” i „ND” – główni obok „GP” kandydaci do awansu z grupy – również bez trudu wygrywają z osłabioną ekipą „GW”. To niesprawiedliwe! Wykluczenie Michnika w pierwszym meczu stanowiło dla „GP” zadośćuczynienie za poturbowanie naszego gracza, który wychodził na czystą pozycję strzelecką i został skoszony „taktycznie”. Kartka dla Michnika była konsekwencją waleczności, organizacji gry i nieustępliwości naszego zespołu. Ale dlaczego mają na tym korzystać nasi konkurenci?! System kartkowy powoduje skutki przesunięte w czasie i dlatego jest bez sensu. Żerują na nim drużyny trzecie, w powyższym przykładzie dostając w prezencie osłabioną dzięki naszym staraniom „GW”.

Kwintesencja futbolu nieważna

Po turnieju w 1978 r. w Argentynie prasa światowa pisała, że do pola karnego rywali najlepszą drużyną była Polska. Wówczas wspaniale graliśmy atak pozycyjny: dzięki ruchliwości graczy, wymienności pozycji, zgraniu całej jedenastki łatwo dochodziliśmy do pola karnego przeciwnika. Atak pozycyjny to kwintesencja futbolu („z kontrataku” grają tylko słabeusze liczący na łut szczęścia, co się, niestety, zdarza). Można mieć dzięki niemu miażdżącą przewagę optyczną w polu – nieudokumentowaną bramkami. Dlaczego? Bo desperacko broniący się przeciwnik przy odrobinie szczęścia może uniemożliwić o klasę lepszemu przeciwnikowi ich...
[pozostało do przeczytania 37% tekstu]
Dostęp do artykułów: