Dzieła na miarę cywilizacji śmierci

Mistrz życia

W trakcie prezentacji jednego z wynalazków, posługując się dwoma potężnymi miechami, Vinci zdołał wtłoczyć tyle powietrza w (uprzednio wyczyszczone) zwierzęce wnętrzności, że rozdęły się one do rozmiarów pomieszczenia. Głodni atrakcji nigdy nie opuszczali jego pokazów w poczuciu niedosytu, zawsze znalazł sposób, by czymś zaskoczyć swoich gości. Vinci elektryzował jednak nie tylko nakręcanymi zabawkami i niebanalnym poczuciem humoru. Na pierwszym planie zawsze były jego dzieła. Od namalowanej w 1485 r. Madonny wśród skał po wykończoną w 1503 r. Mona Lizę, ludzi zachwycały jego technika, wizja, miłość, z jaką nanosił na płótna każdy detal. Zapewne nie bez znaczenia dla sztuki Lenoarda były uwielbiane przez niego studia nad ludzkim ciałem. Lata nauki pod okiem najwybitniejszego anatoma ówczesnych czasów prof. Marcantonio della Tore zaowocowały zbiorem ponad 750 rysunków anatomicznych. Gdyby nie nagła śmierć profesora prawdopodobnie razem z Vincim opracowaliby wspólny podręcznik  anatomii, wyprzedzając tym samym przełomową „Fabricę” Andreasa Vesaliusa. Wniosek taki nasuwa się przynajmniej po lekturze „Żywotów” Giorgia Vasarego.

Dziś rysunki anatomiczne Leonarda są czymś więcej niż „tylko” świadectwem stanu ówczesnej wiedzy na temat ludzkiego ciała. To dzieła sztuki. Tylko że Vinci nie kroił zwłok z intencją uczynienia z nich obiektów muzealnych. Sztuka przyszła sama z siebie, była efektem ubocznym przecierania szlaku w dziedzinie, której znajomość jest i była nieodzowna dla medycyny, a całkiem przy okazji stanowiła również pożywkę dla wyobraźni artysty. Mistrz mechaniki, geometrii, fizyki, architektury, botaniki, pasjonat anatomii, autor fenomenalnych traktatów –  był Lenoardo da Vinci artystą całym sobą, a tacy nie muszą krzyczeć, szokować, uciekać się do efekciarstwa. Ale to były jeszcze czasy cywilizacji życia.

Teatr anatomiczny Doktora Śmierć

Na początku spektaklu...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: