Nieugięty wojownik w starciu z lewicą

„Kocham walkę odwetową”

Tak było, gdy ujawnił, że prominentny kongresmen demokratów Twitterem przesyła kobiecie zdjęcia swoich genitaliów. I gdy okazało się, że radykalna organizacja lewacka, którą wspierał prezydent Obama, gdy był senatorem w Chicago, łamie prawo, rejestrując wyborców pod fałszywymi nazwiskami. Czy gdy niespodziewanie, ku przerażeniu części konserwatystów, zadeklarował poparcie dla gejów spośród zwolenników republikanów. „Breitbart był tak nieprzewidywalny i twórczy, że stać go na upozorowanie nawet własnej śmierci” – napisał jeden z jego fanów na Twitterze. Niestety, jego odejście było rzeczywistością. „O mój Boże, śmierć Andrew potwierdziła osoba z jego najbliższego otoczenia” – napisała publicystka Michelle Malkin. Radykalna lewica świętowała. Dziennikarz „Rolling Stone” napisał wprost, że cieszy się, iż Breitbart nie żyje. „Jest teraz na herbacie z Hitlerem” – napisał inny zwolennik lewicy. „Breitbart, zobaczymy cię w piekle” – dodał. Niektórzy posunęli się jeszcze dalej. Podszywając się pod jego żonę, pisali i wysyłali obsceniczne Twitty na jego temat.

Dlaczego popularny bloger wzbudzał aż tak ogromną nienawiść u lewicy?

Przypuszczalnie najlepszej odpowiedzi udzielił sam w swoim bestsellerze, który wydał w ubiegłym roku: „Righteous Indignation”. Opisał tam swoją konwersję z wpojonego na uniwersytecie pasywnego marksizmu na aktywny konserwatyzm niezbędny w życiu codziennym. I właśnie z tej paraautobiografii Solov wybrał kil-
ka zdań, którymi zakończył szokującą informację o śmierci konserwatywnego prowokatora: „Kocham moją pracę. Kocham walkę o moje przekonania. Kocham zabawę, jaką mam przy tym... Kocham walkę odwetową, kocham znajdować sojuszników, i – co z czego słynę – mam radość z tego, że niektórzy stają się moimi wrogami. Trzy lata temu byłem nieznanym facetem, który linkował na bardzo popularnej stronie. Zawsze się zastanawiałem, jak to będzie, gdy publicznie zacznę walczyć o...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: