TERROR POSTĘPU

Oczywiście trzeba iść z duchem czasu, ale może jednak nie zawsze, nie wszędzie, nie za każdą cenę. Kilkakrotnie odmówiłem występu u tegoż Kuby Wojewódzkiego, ponieważ wolę być staroświecki niż nowoczesny z tym panem. Odmówiłem – mimo pokusy wielomilionowej widowni – bycia jurorem, oceniającym uczestników kolejnej edycji Big Brothera. Nie przyjąłem zaproszenia do jednego z programów w Superstacji, bo był tak „nowoczesny”, że aż „postpolityczny”. A ja jestem politykiem, nie Palikotem. Kilka lat temu grzecznie wymówiłem się od zaproszenia do programu „Tok2Szok” Jacka Żakowskiego i Piotra Najsztuba, uważając, że choć zapewne jestem wiekowo zbliżony do jego autorów, to jednak osobom staroświeckim – jak ja – nie wypada w takim programie fikać koziołków i tańczyć na rurze (to akurat metafora).

Program ten zresztą, jak wiele innych, służył ośmieszaniu osób o poglądach wyraźnie różnych od poglądów jego autorów. Zapraszano tam często ludzi wyłącznie właśnie po to, a nie, by dać szansę zaprezentowania własnego widzenia Polski czy świata.

Elastyczna granica tabu

Granica tego, co należy – w granicach „nowoczesności” – pokazać, wyeksponować, jak poepatować opinię publiczną, przesuwa się coraz bardziej. Znikają tematy tabu. A przecież istnienie sfery tabu jest istotnym elementem każdej kultury i cywilizacji. W nowoczesnej DM (demokracja medialna) jest tak jak w polskim filmie sprzed kilkudziesięciu lat: „Wszystko na sprzedaż”. Jeszcze do niedawna środki masowego przekazu nie żerowały na ludzkich tragediach. Nie pokazywano na przykład ludzkich zwłok, szczątków, kawałków ciała, rąk, nóg oddzielonych od tułowia – dziś relacje zawierające także takie okrutne sceny nierzadko królują w serwisach, niezależnie od tego, czy są to newsy o wojnie, czy o wypadkach drogowych. Ale tak samo działają politycy: obojętne, czy chodzi o coroczne, wręcz cykliczne powodzie na Podhalu, gdzie natychmiast zjawia się premier Tusk z wicepremierem Schetyną...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: