Spod stołu widać inaczej

Przedstawiciele opozycji, która nie uczestniczyła w obradach stołu bądź uważa zawarte tam ustalenia za zdradę narodową, niesłychanie rzadko byli zapraszani do dyskusji telewizyjnych. Dla młodych dziennikarzy osobami nadającym się do wywiadów i do udziału w dyskusjach byli wyłącznie ludzie siedzący wtedy przy głównym okrągłym stole. Niewielu dziennikarzy w ogóle wie o istnieniu tzw. podstołów, gdzie toczyły się prawdziwe obrady, kłótnie i gdzie dokonywano rzeczywistych ustaleń.

Ponieważ byłem uczestnikiem „podstołu ds. mediów”, chciałbym opisać „wydarzenia stołowe” z takiej właśnie perspektywy. Przedtem jednak wymienię w punktach sprawy kontrowersyjne, niezbadane do końca bądź świadomie zafałszowane.

Kto wymyślił okrągły stół?

Nie wiem, kiedy to określenie pojawiło się w ogóle w historii jako pewna idea pokojowej zmiany istniejącego systemu. W naszej powojennej historii coś takiego proponował… Władysław Gomułka w 1968 roku. Chciał, by państwa uczestniczące w najeździe na Czechosłowację opracowały wspólnie plan pokojowego przejścia z socjalizmu do kapitalizmu (!)/1. Oczywiste, że był to wówczas pomysł absurdalny i tak też został potraktowany, a potem chyba nigdy go nie przypominano.

W roku 1980 o idei okrągłego stołu usłyszałem w prywatnej rozmowie z Mieczysławem Rakowskim. Użył on właśnie takiego określenia, mówiąc, że byłaby to dobra droga dla dogadania się z Solidarnością i przekonania jej, że nie rezygnując z socjalizmu, można naprawić gospodarkę. Rakowski uważał wtedy, że poprawa bytu materialnego „wyłączy” żądania polityczne i robotnicy przestaną popierać nowy ruch związkowy. Później zresztą przyznał, że się mylił.

W roku 1988 byłem w USA (stypendium Fundacji Kościuszkowskiej). Jan Nowak-Jeziorański zlecił mi pewną misję: miałem przekazać Mieczysławowi Rakowskiemu nieformalną propozycję Amerykanów, że prezydent Ronald Reagan po wizycie w Moskwie może pojawić się w Polsce i rozmawiać z...
[pozostało do przeczytania 95% tekstu]
Dostęp do artykułów: