Darwinizm – dla bezmyślnych

Poprzednie miesięczniki

Weźmy z taśmy produkcyjnej nowy egzemplarz toyoty i zrzućmy go z 30. piętra Pałacu Kultury i Nauki. To, co z niej zostanie, nazwijmy mutacją. Czy taka mutacja jest w czymkolwiek lepsza od formy wyjściowej? W zestawieniu z nieporównywalnie bardziej złożonymi organizmami zwierząt – a nawet pojedynczą komórką – taki zabieg daje i tak miliony razy większe prawdopodobieństwo udoskonalenia pierwotnej formy auta. Mimo to doktrynerzy ewolucjonizmu wmawiają nam, że „mutacjonizm” jest poprawną metodą wyjaśniania „pojawienia się” złożonych organizmów biologicznych – w tym człowieka. Tymczasem w całej historii nauki nie znamy ani jednego pewnego przypadku pojawienia się nowego gatunku istot żywych. Jedyne zmiany, o jakich wiemy, to – tak jak w przypadku darwinowskich zięb i słynnych muszek owocowych drosophila – powstawanie różnic w obrębie tego samego gatunku.Gadający wodór Co jest istotą teorii ewolucji Karola Darwina? Odpowiedź na to pytanie jest expressis verbis zawarta w tytule jego sławnego dzieła – „O powstawaniu gatunków”. Stanowisko Darwina jest radykalnie sprzeczne z poglądem Arystotelesa, którego filozofia bytu i niektóre wnioski z badań przyrodniczych zostały zaakceptowane przez teologów chrześcijańskich. Arystoteles, podobnie jak doktryna chrześcijańska, przyjmował, że wszystkie gatunki istot żywych istnieją od początku świata. Wykluczał przepoczwarzanie się jednych gatunków w drugie. Tymczasem Darwin – darząc skądinąd Stagirytę wielkim szacunkiem – głosił
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze