Osama z bośniackim paszportem

Tymczasem społeczność muzułmańska zaskakuje na każdym kroku, nie poddając się tak łatwo ani próbom definicji, ani wtłoczeniu jej w ciasne ramy zachodniego planu. Według danych ostatniego raportu Fundacji Gallupa aż 40 proc. „niemieckich” muzułmanów utożsamia się z Republiką Federalną, podczas gdy odsetek rdzennych Niemców deklarujących poczucie przynależności do swej ojczyzny wynosi 32 proc. Nic dziwnego, że czołowe niemieckie media dzień po opublikowaniu raportu z nutką ironii pytały swoich odbiorców: „Czy muzułmanie są lepszymi Niemcami?”. Również Brytyjczycy dowiedli, że ich przywiązanie do ojczyzny nie może się równać z lojalnością brytyjskich muzułmanów, którzy wygrali pojedynek na „patriotyzm” stosunkiem 77 do 50 proc. Wyznawcy islamu, gastarbeiterzy w trzecim pokoleniu, uchodźcy polityczni, kobiety w hidżabach i starsi panowie ściskający w dłoni tasbih (islamski różaniec) – nowi Europejczycy postawieni w równym szeregu, opatrzeni identycznymi etykietkami. Czy aby zasadnie? Jest w sercu Europy takie miejsce, gdzie muzułmanie mają słowiańską duszę. Nie muszą deklarować lojalności wobec kraju, który zamieszkują. W tym kraju mało kogo obchodzi, czy kobieta nosi chustę, czy nie i czy naparstek śliwowicy jest występkiem wobec wiary. Jedynym, co zaprawia goryczą ten idylliczny obrazek, jest przyczajony mudżahedin od czasu do czasu przypominający o zaciągniętym długu wdzięczności.

Przed południem Eliasz, po południu Allah

Prawie 60 proc. 4,5 mln. populacji Bośni i Hercegowiny stanowią muzułmanie. 550 lat pod rządami osmańskimi zaowocowało powstaniem jedynej w swoim rodzaju muzułmańskiej enklawy w sercu Europy. Duch islamu unosi się nad tym skrawkiem Bałkanów, przywołując landszafty z prozy Andrića czy Mešy Selimovića. Multipleks i dyskoteki jakoś nie pasują do tego obrazka, a jednak istnieją i prosperują nie gorzej niż w Belgradzie czy Splicie. Język naszpikowany turcyzmami i charakterystyczna dla Bliskiego Wschodu...
[pozostało do przeczytania 81% tekstu]
Dostęp do artykułów: