Karuzela z celebrytami

Blisko zwykłych ludzi

Dawno, dawno temu pojęcia piękna i brzydoty, dobra i zła nie podlegały relatywistycznym teoriom, więc nikomu nawet do głowy nie przyszło, by zachwycać się byle czym tylko z uwagi na domniemany rys artystyczny. Współczesna estetyka odrzucająca pojęcie piękna i harmonii zaciera granicę między kiczem a tym, co niegdyś nazywano sztuką wysoką. Krasnal ogrodowy, w zależności od kontekstu, może być dziś zarówno szczytem dobrego smaku, jak i esencją bezguścia. Samo zaś pojęcie dobrego smaku przyjęło płynną konsystencję, wymykając się próbom definicji. Analizując współczesne trendy w sztuce i kreowaniu wizerunku medialnego ludzi na pozór z nią związanych, można wysnuć pierwsze wnioski. Kicz stał się cnotą, dyletanctwo wyrazem oryginalności, a talent pustym hasłem marketingowym. Na takim gruncie rozwijają się szybkie i ulotne kariery celebrytów.

Celebryta jest tworem marketingowym, marką, wykreowaną na potrzeby tzw. zwykłych ludzi. A zwykły człowiek ogląda seriale, dostosowując do czasu ich emisji swój dzienny harmonogram, nie opuszcza różnych „tańców z frędzlami” i „rozmów w tłoku”, lubi, gdy na scenie jest kolorowo i radośnie, a klony prowadzących po raz setny silą się na oryginalne skomentowanie kolejnej „zjawiskowej” postaci, o której za kilka dni nikt nie będzie pamiętał. Przeciętny odbiorca lubi prasę kolorową, czerpiąc z niej inspiracje modowe i wiadomości niezbędne do życia jak tlen, a sprowadzające się do informacji typu: Tom Cruise jest despotą, Jennifer Lopez jest w ciąży, pani X ma świetne buty, ale obciachowy sweterek. W końcu zwykły człowiek uwielbia się wzruszać, a nic go bardziej nie wzrusza właśnie jak widok celebryty, który się... wzrusza. Łzy w oczach jurorów, dreszcze przejęcia przenikające ciała prezenterów, jakaś serialowa diwa płaczliwie referująca swój ostatni romans. Niby tak dalecy, a jednak bliscy, ludzcy w swych dramatach i wzlotach. Olimpijskie bóstwa rzucone pośród tłumu.
...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: