Nie zdejmuje się piorunochronu

Bardzo chciałbym wierzyć w to, co mówi każdy z prezydentów Stanów Zjednoczonych, ale muszę przyznać, że prezydent Obama wzbudza mój niepokój. Rozdźwięk między jego wcześniejszymi zapewnieniami w kwestii systemu antyrakietowego w Europie Środkowej a późniejszymi decyzjami nie są odosobnionym przypadkiem. Przypominam, że w początkach swej prezydentury Barack Obama wykluczał np. ściganie agentów CIA zaangażowanych w przesłuchiwanie podejrzanych o terroryzm, a obecnie wszystko wskazuje na to, że Ministerstwu Sprawiedliwości wolno jednak ścigać sądownie pracowników wywiadu.

Zarówno prezydent, jak i jego doradcy od spraw polityki zagranicznej i obronnej kontynuują dyskusję nad irańskim programem nuklearnym, ale ich wnioski nie odnoszą się w żaden sposób do ostrzeżeń przed możliwymi konsekwencjami. Kilka tygodni temu Iran testował rakiety o zasięgu do 2,5 tys. km, co wyraźnie dowodzi, że wciąż rozwija swój potencjał i pracuje nad zwiększeniem zasięgu rakiet. Przyznanie się Iranu do utrzymywania drugiego zakładu wzbogacania uranu powinno rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego, że władze irańskie zamierzają skonstruować broń masowego rażenia. Niezależnie od tego, co kto mówi, Iran nadal stwarza zagrożenie.

17 września prezydent Obama oświadczył, ze Stany Zjednoczone rezygnują z rozmieszczenia elementów tarczy antyrakietowej w Polsce oraz radaru w Czechach. Było sporo zamieszania, telefony po północy. Jak Pan ocenia dyplomatyczną strategię nowej administracji?

Telefony po północy nie są elementami strategii. Większą uwagę poświęciłbym raczej takim strategicznym posunięciom, jak gotowość administracji Baracka Obamy do zadowolenia Rosji bez otrzymania czegokolwiek w zamian. Prezydent wciąż ponawia apele o stworzenie świata bez broni nuklearnej, a jest przecież mało prawdopodobne, by np. Korea Północna będąca w posiadaniu broni jądrowej nagle z niej zrezygnowała, tak samo jak trudno sobie wyobrazić, by Iran nagle zaniechał...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: