Reżimy osadzone na bagnetach nie zapuszczają korzeni



Grupa wsparcia prezydenta Reagana

Po 13 grudnia 1981 r. Reagan zaprosił do współpracy swojego najbliższego przyjaciela i współpracownika z biura gubernatora Kalifornii, który najdłużej opierał się przeprowadzce do Waszyngtonu. William „Bill” (dla przyjaciół Sędzia) Clark nie chciał opuszczać swojego kręgu przyjaciół i nie wyobrażał sobie zamiany rancza na mieszkanie w dzielnicy biurokratów w Waszyngtonie. Jednak gdy Reagan w pierwszej rozmowie zagwarantował mu, że będzie miał do niego zawsze bezpośredni dostęp, a przedmiotem jego działań będzie Polska, Clark przyjechał do Waszyngtonu.

Od razu musiał stawić czoła lewicy, której nie znosił od najmłodszych lat. Był wychowany w środowisku katolickim jako człowiek, który musi być przygotowany do największych poświęceń. Cenił etos ciężkiej pracy, wolność gospodarczą i rygory moralne. Jego system wartości był płachtą na byka dla lewicowych malkontentów. Także tych, którzy znaleźli się w Białym Domu prezydenta Reagana i od pierwszych dni próbowali go przekonać do swoich koncepcji zbliżenia z Rosją.

Wśród lewicy Białego Domu byli m.in. szef kancelarii Białego Domu James Baker, jego zastępca Michael Deaver, sekretarz stanu (od 1982 r.) George Schultz. (Mike Deaver dostał pracę u Armanda Hammera, szefa Occidental Petroleum, który był agentem sowieckim. Jak wspomina John Lenczowski przez cały okres, kiedy był w Białym Domu, Hammer zalewał listami Biały Dom z prośbą o spotkanie z Reaganem. – Kiedy jego list trafiał na moje biurko, robiłem wszystko, żeby nie zobaczył go prezydent – opowiada).

Lenczowski urodzony w rodzinie przedwojennego polskiego dyplomaty i kobiety, która przetrwała pobyt w sowieckim gułagu, nie miał złudzeń co do intencji Związku Sowieckiego.

Clark stworzył więc silny zespół składający się z amerykańskich patriotów wywodzących się z najlepszych rodzin. Wybrał wybijających się wiedzą, sporym jak na swój wiek doświadczeniem...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: