PRZYJAŹŃ ŁĄCZY NASZE NARODY

Często słyszę pytanie, jaki wpływ na stosunki amerykańsko-polskie będą miały zbliżające się w obu krajach w 2010 i 2012 r. wybory prezydenckie. Pewna poprawa spodziewana jest już po listopadowych wyborach do Kongresu Stanów Zjednoczonych. Republikanie w tak zwanych mid-term elections zdobędą prawdopodobnie większość w Izbie Reprezentantów i w Senacie. Niemniej jednak nie oczekujmy w rezultacie gruntownych zmian w stosunkach amerykańsko-polskich. Zgodnie z Konstytucją Stanów Zjednoczonych za sprawy zagraniczne kraju odpowiada wyłącznie prezydent, a Barack Obama o reelekcję nie będzie ubiegał się przed 2012 r. Choć podyktowana listopadowym wynikiem wyborów zmiana w kontroli amerykańskiej sfery legislacyjnej będzie poważnym hamulcem dla wielu projektów Obamy w polityce krajowej oraz zapobiegnie ratyfikacji bulwersujących międzynarodowych traktatów, prezydent wciąż kontroluje tempo i ton amerykańskiej polityki zagranicznej. Nawet jeśli, co bardzo prawdopodobne, Stany Zjednoczone po wyborach w 2012 r., będą miały nowego prezydenta, ciągle nie spodziewam się znaczącej zmiany priorytetów po stronie Stanów Zjednoczonych w relacjach z Polską. Mało prawdopodobne, że nowa głowa naszego państwa będzie głęboko świadoma naturalnej przyjaźni i wspólnej sprawy, która łączy nasze narody. Podniesienie świadomości owej więzi w ciągu dwóch lat wśród obecnie rządzących jest prawie niemożliwe. Tego problemu nie załatwimy z dnia na dzień. Naprawa świadomości amerykańskiej wymaga długoterminowego
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze