Sezon na Niepokornych

Stosunek Niemców do polityki można (było) śmiało zmieścić w jednym przymiotniku: obojętny. Polityka nie bryluje w rankingach popularności. Nie debatuje się przy piwie o ostatnim wystąpieniu Angeli Merkel, co najwyżej można skrytykować jej kolejny garniturek czy zabawny trójkąt, w który nerwowo składa dłonie. Za Schrödera też nie było inaczej. Nieliczni są w stanie wymienić jego poglądy, ale parodia z flaszką piwa i kanclerzem w roli głównej do dziś wywołuje salwy śmiechu. Ujawnione przez Bettinę Röhl kompromitujące fakty ze studenckiej przeszłości Joschki Fischera egzystowały na płaszczyźnie medialnej, ale nie zaprzątały myśli przeciętnego Müllera. Tak było do kandydatury Gaucka. Autorytet byłego szefa BStU wyrwał miliony Niemców z letargu. Potem kilka miesięcy ciszy i Sarrazin. Haust powietrza i Stadtkewitz. Dwa tygodnie i Steinbach. W niemieckiej polityce wewnętrznej coś pękło. Nagle się okazało, że między CDU a SPD leży odłogiem płat ziemi niczyjej. Chętnych do uprawy nie brakuje, pytanie - kto się ośmieli i wedle jakiego klucza dokona doboru partyjnego środowiska. Duet czy tercet? Byli chadecy z byłymi socjaldemokratami czy raczej konstelacje wzdłuż utartej linii podziału? Media już wytypowały faworytów, igrzyska ruszyły. Pozostały spekulacje. Spór akademicki czy możliwy scenariusz? W warunkach postpolityki różnica jest umowna.

Gniewni z MDU

Od kiedy literka „C” w nazwie chrześcijańskich demokratów zatraciła łączność z wymiarem duchowym, złośliwi Niemcy zastępują ją „M” jak Merkel. Tak jest podobno bardziej uczciwie, a niewątpliwie klarowniej. Mniej złośliwi udają, że CDU nadal jest partią czerpiąca natchnienie z chrześcijaństwa, a nawet konserwatywną.

Werner Münch, były premier Saksonii-Anhalt, już w zeszłym roku pozbył się złudzeń. Po tym jak Angela Merkel nie cofnęła się nawet przed pouczaniem papieża Benedykta XVI, Münch złożył partyjną legitymację i po 37 latach wiernej służby przeszedł w stan spoczynku....
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: