Przyszłość świata

Nie zacznę od kwestii dziś najgłośniejszych, w tym nawet tych szczególnie dla nas ważnych. Najpierw przypomnę parę innych.

Żyjemy nie tylko w dobie globalizacji, lecz także rewolucji informatyczno-technologicznej, którą można porównać z tą pierwszą, tzw. przemysłową, kojarzoną z maszyną parową.

Wówczas też wiele się zmieniło i na krótszą metę nie były to dla wszystkich zmiany korzystne. Pojawili się więc prorocy próbujący negować w ogóle sens i długotrwałe korzyści zachodzących zmian. Gdyby wygrali, byłoby to dla przyszłości naszego świata tragicznie niekorzystne. Także dla globalizacji nie ma alternatywy. Również jej krytycy są demagogami, a czasem wręcz kłamcami. Tyle że tym razem, niestety, nie tylko o to chodzi.

Owa rewolucja informatyczno-technologiczno-biogenetyczna dopiero się zaczyna. Nie wiadomo, dokąd ludzkość zaprowadzi, ale już dziś można zaryzykować twierdzenie, że nie wszystko, czym zaowocuje, będzie cywilizacyjnie wartościowe. Niektóre jej elementy (np. związane z genetyką) mogą nieść ze sobą zagrożenia, z jakich nawet nie zdajemy sobie jeszcze sprawy.

Zarówno krytycy owej rewolucji (skupiający się na nierównościach społecznych itd., zawsze obecnych u zarania podobnych zmian), jak i ci, którzy twierdzą, że nie powinna mieć jakichkolwiek ograniczeń (czują się i czuć się będą coraz bardziej Olimpijczykami, co już samo w sobie jest niebezpieczne), są potężni.

Ci pierwsi, wykorzystując takie przypadki, jak obecny kryzys, mogą zahamować w normalnym, podstawowym sensie rozwój naszego świata. Skierować go na tory sprzed dekad, doszczętnie już skompromitowane. Ci drudzy mogą doprowadzić po prostu do przekształcenia, czyli zaniku, naszego człowieczeństwa.

Warto jeszcze zauważyć po marksistowsku (z niechęcią), że rozprawia się na ogół,  i to od dawna, niemal wyłącznie o tzw. bazie. Ekonomii, gospodarce. Z rzadka o politycznej korelacji sił w świecie, ale także w tym ujęciu.

Ja...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: