Prochy na kulbaczynie

Poprzednie miesięczniki

Rodzina Skawińskich, od lewej: mały Józef, mama Maria, mały Bolesław i tata Bolesław,  Kulbaczyn, wiosna 1921 r. Wielu jednak pozostało, były ich tysiące. W Lidzkiem nawet zdecydowana większość. Nie byli w stanie wyjechać i zostawić na zatracenie tego wszystkiego, co tak kochali. Polacy wciąż dominowali etnicznie na tych terenach. Trzeba było więc tę polskość wyplenić, usowiecić, zgnębić, zbolszewizować. Rozpoczęto od przymusowej kolektywizacji. Na siłę wpychano ludzi do kołchozów, odbierając im dosłownie wszystko. Ziemia, domy, narzędzia pracy przestawały być ich. Stawały się wspólne, czyli niczyje. A szef kołchozu – naznaczany i często przywożony ze Wschodu – stawał się panem życia i śmierci. Lud kresowy bronił się. Na czele oporu stanął nauczyciel z wioski Iszczołniany, ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, „Mruk”, „Ojciec”. Żołnierz Armii Krajowej jeszcze z czasów okupacji niemieckiej. Postanowił pozostać na Kresach i walczyć. To on kierował na obszarze ziemi lidzkiej – dwóch przedwojennych powiatów Lida i Szczuczyn Nowogródzki – formacjami postakowskiej samoobrony i konspiracji. Komendant „Olech”, dowódca połączonych obwodów – powiatów o kryptonimie 49/67 – swój bój z sowieckim zniewoleniem i walkę o godność ludzi Kresów prowadził do końca – do śmierci, która nadeszła w mundurze NKGB w lesie pod wioską Raczkowszczyzną 12 maja 1949 r. Poległ wraz z większością towarzyszy broni, przebijając się przez pierścienie sowieckiej obławy. W II połowie 1948 r.
     
11%
pozostało do przeczytania: 89%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze