11 listopada w PRL

Poprzednie miesięczniki

Mimo groźby represji środowiska niezależne w PRL organizowały obchody Święta Niepodległości. Starano się przygotowywać je w głębokiej konspiracji, by uniknąć zatrzymań, bowiem bezpieka chciała wcześniej rozpoznać sytuację – nie tylko ustalić i zatrzymać w areszcie tego, kto będzie przemawiał, lecz także tego, kto dostarczy transparenty, flagi narodowe. A zwykle miała swoich agentów w gronie organizatorów obchodów. W Warszawie miejscem manifestacji 11 listopada był Grób Nieznanego Żołnierza. „Zwykle było tak, że gromadziliśmy się przed manifestacją na mszy św., którą zamawialiśmy w intencji Polski niepodległej i jej obrońców. Świątynia była miejscem dość bezpiecznym, »czerwoni« nie byli na tyle silni, by odważyć się na jego profanowanie. Starali się łapać upatrzone ofiary poza murami kościoła”. Kiedy kończyło się nabożeństwo, ktoś z organizatorów mówił: „Proszę państwa, udajemy się do Grobu Nieznanego Żołnierza”. Trzeba było poprowadzić tam ludzi z kościoła, wiedząc, że wkoło czyhają agenci bezpieki. Nie wszyscy wytrzymywali tę presję, ponieważ istniała obawa, że można skończyć w celi milicyjnego aresztu. „Najbardziej byli narażeni ci, którzy nieśli transparenty, wieńce, kwiaty. Zdarzało się, że bezpieczniacy usiłowali wyrywać nam je z rąk. Kiedyś w Lublinie miał przemawiać Marian Piłka. Bezpieka wyrwała go z tłumu i dosłownie wyniosła na rękach. Marian opowiadał potem, że przemawiał, ale w celi, do innych zatrzymanych w czasie manifestacji, których też dowieźli do aresztu”.
     
29%
pozostało do przeczytania: 71%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze