Teofila, primo voto Wyspiańska

Poprzednie miesięczniki

Wspólny dom – wspólny grób Wyspiański był dziwny. Można się było nawet zachwycać tym, że uganiał się po podkrakowskich łąkach, rysując mlecze i malując je na ścianach kościoła. Że się przy tym zadurzył w takim pospolitym kwiatuszku, to mu oczywiście można było wybaczyć. Ale że się potem z takim kwiatkiem ożenił i wprowadził go do krakowskiego, siedmiopokojowego mieszkania przy ul. Krowoderskiej, z tym się większość wprawdzie pogodziła, ale tego już chyba nikt nie potrafił zrozumieć.„Portret artysty z żoną”, 1904 r., Muzeum Narodowe, Kraków Swoim małżeństwem autor „Wesela” złamał nie tylko konwenanse mieszczańskie. Zignorował też konwenanse artystyczne. Zawarł związek niepasujący ani do stylu cyganerii, ani – wbrew pozorom – do osławionej chłopomanii, z której pokpiwał sobie w „Weselu”, a która była bodaj bardziej historyczno-literackim mitem niż rzeczywistością. Wiele daje do myślenia fakt, że Lucjan Rydel na swoje wesele nie zaprosił żony Wyspiańskiego. Wyspiański z tego powodu na wesele do Bronowic najpierw nie chciał iść, w końcu poszedł, ale zadra pozostała. Z tego, co sam pisał i mówił o swojej rodzinie, nie wynika też, by traktował swoje małżeństwo prozaicznie, a żonę wziął tylko po to, aby mu gotowała i pielęgnowała go w chorobie. Jak wspomina jego kuzyn, Antoni Waśkowski: „ponad wszystkich w rodzinie kochał żonę swoją i dzieci swoje”. Żona jest, obok dzieci, ważną postacią jego obrazów i pojawia się w jego nielicznych wierszach
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze