W cieniu prowokacji nieznane fakty z wydarzeń 1970 i 1980 roku

Poprzednie miesięczniki

O ile ta sprawa jest całkowicie nieznana, o tyle znacznie bardziej nagłośniono to, co zdarzyło się niespełna 10 lat później na Wybrzeżu. Ta gra operacyjna SB nie była klasyczną prowokacją, ale stanowiła część sprowokowania takiej sytuacji politycznej, która doprowadzić miała do zmiany ekipy rządowej (a przede wszystkim partyjnej – co było ważniejsze). Chodzi o „operację Wałęsa”. Mitem jest często powtarzana opowieść, że przyszłego prezydenta do stoczni przywiozła motorówka SB. To bzdura. To był tylko skuter strugowodny. I nie należał do SB, tylko do WOP, czyli Wojsk Ochrony Pogranicza. SB mogła infiltrować stocznię, i robiła to, ale w praktyce nie miała dostępu do Stoczni Gdańskiej od strony wody. Dlaczego? To proste. Zaraz za zakładem imienia Włodzimierza Lenina zaczynała się granica państwowa PRL. Oczywiście, do formalnej granicy z Niemiecką Republiką Demokratyczną było daleko, do granicy morskiej z Królestwem Szwecji również, do granicy państwowej z ZSRR (obwód kaliningradzki) też był spory kawałek – ale rzeczywistość PRL była taka, a nie inna. Tak więc Stoczni – w tym praktycznie kilku kontenerowców budowanych dla armatora radzieckiego (ważny szczegół) – strzegli WOP-iści. To oni patrolowali akwen przy użyciu znacznie szybszych i lepiej wyposażonych od motorówek kutrów strugowodnych (nabierały one wody sprzed rufy i wyrzucały ją z tyłu, w ten sposób zapewniając sobie relatywnie sporą szybkość). Ówczesny zastępca dowódcy WOP, Henryk Chmielak (notabene w czasie II wojny
     
62%
pozostało do przeczytania: 38%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze