Odtrąbienie feminizmu

Gdyby polskie feministki częściej i dłużej gościły za granicą, przyglądając się ewoluowaniu ruchu, czytywałyby sztandarowe dzieła ich sióstr w walce lub choćby kartkowały gazety, wiedziałyby, że ich guru dawno już opuściły barykady, zrobiły bilans zysków i strat. Wtopiły się w społeczny mainstream, często pojawiają się w mediach, wspierają akcje na rzecz zrównoważenia szans i kooperacji obu płci na rzecz małżeństwa i rodziny, a historię ruchu pozostawiły amerykańskim genderystkom na liberalnych uniwersytetach Ivy League.

Już 11 lat temu (1998 r.) w tak szanowanych dziennikach jak „The Times” można było przeczytać artykuł pt. „Feminizm? Nie, dziękuję. Jestem nowoczesną kobietą”. Powie ktoś – no tak, ale „The Times” to gazeta konserwatywna. Więc proszę, liberalny „The Observer” z tego samego roku, opublikował materiał pt. „Kobiece feministki”, który opowiada o prawach kobiety do bycia kobietą. Albo świetny artykuł Germaine Greer, także z „The Observer” z 1997 r., w którym ostrzega młode dziewczyny przed „nowym niewolnictwem” – niejako obowiązkiem uprawiania seksu na lewo i prawo, pod presją liberalnej obyczajowości, mediów, aby „nie znaleźć się na marginesie życia towarzyskiego i szkolnego”.

Staniki wracają tam, skąd wywędrowały

Feminizm na Zachodzie spełnił swoje zadania – i to z nawiązką! – wyczerpał swoje cele, pustoszeją okopy, staniki wracają tam, skąd wywędrowały. I tylko w Polsce od okazji do okazji słychać maruderki feminizmu – obok starszej, młodsza generacja, Kinga Rusin, Kazimiera Szczuka czy Beata Kozak z pisma „Zadra” – niedoinformowane, prowincjonalne, spóźnione co najmniej o dekadę, wciąż wykrzykują hasła, których nie słychać już na Zachodzie, a w Polsce, jeśli traktować je poważnie, wymagają solidnych korekt. Tam rewolucja obyczajowa – rozpoczęta 40 lat temu przez pokolenie dzieci kwiatów, zarówno mężczyzn, jak i kobiety – została zakończona, odtrąbiono odwrót od „dobrodziejstw feminizmu”, w Polsce...
[pozostało do przeczytania 87% tekstu]
Dostęp do artykułów: