Maj 2009

„Może kiedyś i u nas ucywilizujemy się w podobny sposób – wyczyścimy nasze podręczniki ze wszystkich naleciałości antyfeministycznych, antyhomoseksualnych, passusów skierowanych przeciw albinosom, obojnakom i Marsjanom, wprowadzimy nowe słowa i nowe przedmioty. Ponadto […] by nikogo nie dyskryminować, przesuniemy naukę na temat cywilizacji zachodniej na równy poziom z nauką o cywilizacji autochtonów australijskich, a zamiast o Szekspirze uczyć będziemy o największym poecie plemienia Mau-Mau. Następnym krokiem będzie deprecjonowanie własnej kultury, historii i tradycji (niemające nic wspólnego z krytycznym obiektywizmem), by wreszcie osiągnąć rzecz najważniejszą, cel istotny i chlubę edukacji współczesnej, a mianowicie pouczanie dziatek, że absolutnie wszystko jest względne, nie ma żadnych wartości absolutnych, nie istnieje pojęcie zła i dobra, wszystko właściwie można zrobić, gdyż wszystko jest równie uprawnione, ma jednakową wartość […] innymi słowy, że prawdy nie ma.

Takich wyżyn tolerancji sięga już nauka w wielu szkołach zachodnich. Dążenie do równouprawnienia i usunięcia przesądów zamieniła w uprzywilejowanie nielicznych grup i grupek, a pojęcie np. patriotyzmu zdołała uplasować gdzieś między obdzieraniem, dla zabawy, zwierząt ze skóry a faszyzmem […]. Należy wszakże pamiętać, że Europejczycy winni być we wszystkim podobni. Nie można wraz z materializmem historycznym wylewać nowoczesnego poglądu na świat ongi zwanego z komunistyczna »naukowym« […] Pewien myśliciel francuski formułuje nawet tezę o »faszyzmie nowoczesności«”.

„Mamy swoją sytuację, historia biegła u nas swoim rytmem, mamy też, jak każdy inny kraj, swoją specyfikę. W każdym kraju inaczej się one kształtowały, inne panują zwyczaje i tradycje […] Zamiast dążeń do zglajszachtowania z innymi, w imię fetyszu »nowoczesności«, należy zachować, pielęgnować i troszczyć się o własną specyfikę. Nie jest ona żadnym »zacofaniem«, ale wartością, szczególnie cenną, właśnie w świecie...
[pozostało do przeczytania 59% tekstu]
Dostęp do artykułów: