Listy na Berdyczów 5

Poprzednie miesięczniki

Przycupnąłem w końcu na małą medytację koło kamienia papieskiego na Błoniach. Z napisu „Tu es Petrus” przeniosłem wzrok na poranione drzewa. Listowie odłamanych gałęzi zdążyło już poszarzeć o ułamek tonu. Wkrótce zwiędnie, zeschnie się, sczernieje. Korzenie, teraz w letargu, obumrą. Zesztywnieje miazga. Luki w drzewostanie spowszednieją oczom... jak ten tu napis. Banalna, niedojrzała powszedniość zaraz tutaj wtargnie, zniechęcając do jakiegokolwiek zastanowienia i zamazując wszelki sens, jaki można by przydać niecodziennemu wydarzeniu. Ot, marudzenie. Wszystko przez sierpniową chandrę. Chandra sierpniowa nęka mnie od lat. Po śmierci Papieża, zdaje się, znacznie mocniej. Zwykle pod koniec miesiąca w nastrój przygnębienia wprawiają mnie dwie uporczywe myśli. Wciąż więc chodzi mi po głowie, że prywatne wysiłki i zabiegi, indywidualne zdobycze i sukcesy Polaków nie mają przedłużenia w światłej refleksji i aktywności obywatelskiej, nie mają też umocowania i zabezpieczenia w sprawnych, mocnych strukturach życia zbiorowego (nie wspominając o instytucjach państwa). Oczywiste, prawda? Lecz równocześnie obsesyjnie myślę, iż ma to większy niż chcielibyśmy uznać związek przyczynowo-skutkowy z odwrotem, oddaniem pola, poniechaniem pewnej misji przez moje pokolenie. Pokolenie sierpniowe. Zaraz na początku lat 60. (zeszłego wieku, naturalnie) urywają się roczniki, którym było dane przeżyć w pełni sens i atmosferę Sierpnia 1980 r. i następnych 15 miesięcy. Dzisiejsi mniej więcej 45-latkowie
     
10%
pozostało do przeczytania: 90%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze