PARTYJNY DEKRET – O „MIŁOŚCI” I „POJEDNANIU”

Rozmowy „w imieniu Polaków”

O ile wierność wobec Związku Sowieckiego u funkcjonariuszy partyjnych była nakazem ideologicznym, wynikającym z przynależności do kręgu władzy, o tyle trudno wytłumaczyć postawy ludzi, którzy dobrowolnie uznawali dominium Moskwy, a swoją serwilistyczną postawę wobec Rosji chcieli narzucić całemu społeczeństwu.

Mieczysław Rakowski w swoich pamiętnikach, pod datą 14 października 1989 r. zanotował: „Wieczorem, bez uprzedzenia, wtargnął do nas AM. Wracał z ambasady radzieckiej. Wybiera się do Moskwy. […] AM starał się mnie przekonać, że jestem w PRL tym, »który może ten kraj wyciągnąć z dna, w jakim się znalazł«. [...] O Wałęsie powiedział, że jest to dureń [...] A w ogóle, to cele wtargnięcia do mnie określił w ten sposób: »Jadę do Moskwy […] i przyszedłem do pana po sugestie. Z kim warto rozmawiać, co im mówić itd.«”.

Nie wiemy, jakich rad udzielił towarzysz Rakowski, a sam naczelny „Wyborczej”, który wraz z Wajdą prowadził wówczas z Sowietami rozmowy „w imieniu Polaków”, nigdy nie był skory podzielić się z nami doświadczeniem z moskiewskich wizyt. Wiemy natomiast, że tzw. realizm geopolityczny, rozumiany jako akceptacja dla zastanego porządku, w którym komunizm był „nieuchronnym efektem historycznych uwarunkowań”, a Polska musiała znajdować się w kręgu wpływów Kremla, stanowił dla Michnika i ludzi jego środowiska niepodważalny aksjomat.

Po tragedii smoleńskiej po raz kolejny możemy dostrzec, że partia „przyjaciół Rosji” ma decydujący wpływ na kształt polityki III RP, a wiernopoddańcze deklaracje słane natychmiast po śmierci polskiego Prezydenta ujawniają głębokie zniewolenie dogmatem „realizmu geopolitycznego”.

Deklaracje budzące litość

Oni sami – tzw. demokratyczni opozycjoniści - skupieni w grupach partyjnych schizmatyków nigdy nie twierdzili, że walczą z sowieckim zniewoleniem. Ich bitwy i działania dotyczyły tylko...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: