W Rosji rządzi junta

Poprzednie miesięczniki

Jednak do umawianego przez pana londyńskiego spotkania z Litwinienką już nie doszło. Wtedy w Krakowie nikt z nas nie mógł przypuszczać, że koniec Saszy jest tak bliski. Oczywiście wiedzieliśmy, że rosyjskie służby podejmują starania, aby zamknąć mu usta. Jednak on zawsze wychodził z tych przygód obronną ręką. Był wyszkolony, bardzo sprawny fizycznie i piekielnie inteligentny. Kilkakrotnie podpalano mu londyńskie mieszkanie, ale zawsze potrafił je ugasić i zneutralizować wrzucone tam substancje. Na ulicy znakomicie rozpoznawał śledzących go morderców. Spotykał się zawsze w miejscach publicznych, zabezpieczył posiadane przez siebie dokumenty. Wiedział, jak gubić śledzących go agentów sowieckich specsłużb. Nie przewidział jednak, że zabije go dawny druh. Równie dobrze mógł dostrzegać zagrożenie wśród swoich najbliższych. Każdy z nas, żeby żyć normalnie, musi mieć w sobie trochę wiary i zaufania. Jego zabiła właśnie ta krztyna zaufania. Uścisk dłoni przyjaciela. Ja miałem więcej szczęścia. Równie dobrze wiele lat temu mogłem skończyć tak jak Sasza. W październiku umawialiśmy spotkanie z Litwinienką, a dokładnie dwa tygodnie po naszej rozmowie w Krakowie Litwinienko znalazł się w szpitalu z objawami choroby popromiennej. Jeszcze ze szpitala dzwonił do Jurija Felsztyńskiego i twierdził, że najgorsze ma już za sobą. Snuł plany następnych publikacji. Dziś wiemy, że od Litwinienki niczego się już pan nie dowie. Zabił go agent rosyjskiego wywiadu.Przypadek
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze