Czerwiec 2007

Zeszłym razem pisałem o p.o. inteligentów, o inteligentach zastępczych. Nie wycofuję się z tego. W Polsce (a także na Zachodzie) istnieje, jak najbardziej, inteligencja mniej poprawna. Tyle że jej przedstawiciele tak się nie rozpychają, nie wrzeszczą na nas z telewizora.

Nie odnosi się to jednak do tzw. autorytetów, obecnej generacji większości intelektualistów. Mimo że owe „autorytety” wykreowano często sztucznie, mimo że ich kult jest zjawiskiem chorobliwym, a także mimo już prawie 20-letnich doświadczeń nie mogę się wciąż pogodzić, że po dekadach panowania komunizmu, nasze, takie czy inne, elity nie są odmienne od zachodnich. Uważających antykomunizm za coś gorszego niż komunizm.

Ale już ochłonąłem. Zwracam honor. We Francji czy w USA 80 proc. mediokracji, tudzież intelektualistów wszelakich, jest lewicowa. Mamy być gorsi? No więc nie jesteśmy.

Zdumiewa mnie wszakże pytanie premiera, czemu owe „autorytety” (których reprezentant potrafi, na serio, stwierdzić, iż człek inteligentny to wyłącznie ten, kto uwielbia „Gazetę Wyborczą” i „Politykę”) za nim nie przepadają. A jeszcze bardziej to, iż premier się z tego faktu tłumaczy, próbuje prostować Kwaśniewskiego itd.

Bo jest chyba oczywiste, że gdyby Jarosław Kaczyński nie popełniał żadnych błędów, miał odmienne poglądy gospodarcze, robił coś lub nie robił, czyli niezależnie od czegokolwiek – byłby równie zawzięcie atakowany. Na PiS rozpoczęto zmasowane ataki na długo przed zawiązaniem obecnej koalicji. Ściślej – natychmiast po jego zwycięstwie wyborczym. J. Kaczyńskiego histerycznie atakowano przed laty, gdy uważał nawet blade ZChN za formację zbyt radykalną.

Byłby atakowany zawsze, bo już dawno stwierdzono, że jest antykomunistą rzeczywistym (inna rzecz, co z tym swym antykomunizmem zrobi), za postępowością nie przepada, nie jest Michnikiem. Te „zagrożenia demokracji”, „naruszenia godności”, „zawłaszczanie” itd. to tylko preteksty.

Premier...
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: