To Bóg dał nam seksualność

Po ukazaniu się „Seksu, jakiego nie znacie” pojawiły się w prasie głosy, że jest to katolicka ars amandi, chrześcijański podręcznik miłosny. Czy traktuje Ojciec swoją książkę jako ewangeliczną odmianę Kamasutry?

Dziennikarze często przejaskrawiają pewne sprawy, by ich artykuły lepiej się sprzedawały, stąd pewne nieporozumienia… Moim zamiarem było integralne ujęcie płciowości – a więc połączenie zagadnień moralnych i duchowych z kwestiami praktycznymi, czyli tym, co prasa określiła jako ars amandi. Dlaczego? Bo ludzka seksualność zna ważne problemy moralne, które nie wiążą się bezpośrednio z prokreacją, ale odgrywają istotną rolę w pożyciu małżeńskim. Mąż, który w pięć minut zaspokaja swoje potrzeby seksualne, albo nie kocha swojej żony, albo nie wie, że trzeba ją najpierw rozbudzić i stworzyć jej warunki, żeby czuła się kochana i bezpieczna. Cała moja książka opiera się więc na równowadze między znaną, oficjalną nauką Kościoła na temat płciowości a tym, o czym w literaturze katolickiej się nie pisze, choć pisać można, bo nie jest to wcale niemoralne. Chrześcijanie mogą bowiem przeżywać rozkosz seksualną w otoczeniu głębokich duchowych uczuć wzajemnej miłości – nie ma w tym żadnej sprzeczności.

Czy nauka Kościoła katolickiego zabrania określonych zachowań seksualnych? Na ile seks katolickich małżonków może być frywolny?

Moralność w tym względzie jest skażona myśleniem: „wolno, nie wolno”, tymczasem etyka katolicka nie reguluje szczegółowo zasad współżycia seksualnego, nie wnika w kwestie rodzaju pieszczot, gry wstępnej itd. W czasie współżycia katolicy mogą okazywać sobie miłość w każdy sposób, nie musi być ono pozbawione radości, igraszek czy atrakcyjnych dla obojga pozycji. Nie można jednak oczywiście zapominać o delikatności oraz wrażliwości wobec odczuć i potrzeb małżonka. Samo pojęcie „frywolności” może być dla kogoś wieloznaczne: z jednej strony, może się kojarzyć z przekroczeniem jakichś...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: