Ocalony, by ocalała pamięć

Dodano: 23/05/2006 - 3/2006 NGP
Poprzednie miesięczniki

Podchorąży Peszkowski otoczył opieką księdza pułkownika Czesława Wojtyniaka. Kapelan, jak się później okazało – zastępca biskupa polowego, nie miał własnej menażki ni sztućców. Z wdzięcznością przyjmował kubek ciepłej kawy, bo bez własnego naczynia nie mógł liczyć na odebranie swojego przydziału.  Kozielsk Prowizoryczny obóz jeniecki nad Zbruczem niebawem zlikwidowano. Polskich żołnierzy wtłoczono do bydlęcych wagonów. Podróż w nieznanym kierunku trwała kilkanaście dni, ale nieszczęśni pasażerowie mieli wrażenie, iż ciągnie się całymi tygodniami. Najbardziej dokuczało pragnienie. Tym bardziej, że karmiono ich głównie solonymi rybami. Nieocenione okazały się rady doświadczonych jeszcze w czasach carskich wiarusów, który poznali „wygody” takich podróży. –Nie jedzcie ryb – tłumaczyli. Zupełnie stracili orientację; pociąg jeździł niby bez celu: kluczył, zawracał, stawał. Na stacjach pozwalano im na kilka minut wyjść z wagonów. Wyczekiwali tych postojów jak zbawienia, tym bardziej, że tragiczne warunki higieniczne wywołały przenoszące się na wszystkich biegunki. Dotarcie do Kozielska przyjęli z ulgą. Wydawało się im wówczas, że nic gorszego od bydlęcego wagonu już ich spotkać nie może.  Sowieci zorganizowali obóz dla około pięciu tysięcy Polaków w starym monastyrze. Cztery tysiące zakwaterowali w zniszczonym klasztorze, resztę w oddalonych o koło pół kilometra budynkach dawnej pustelni, tzw. skicie. W niemiłosiernymi tłoku, na brudnych wielopiętrowych pryczach
     
30%
pozostało do przeczytania: 70%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze