Bajki Dziadka Rybińskiego O królu Jerzym i jego planach

Poprzednie miesięczniki

Siedział więc król Jerzy przy oknie, łokcie opierał na poduszce jedwabnej, którą sobie na parapet kładł, i patrzył. A okno wychodziło na Rynek, gdzie się odbywał handel wszystkim, co tylko możliwe. Sprzedawano tam (i kupowano) stroje i zbroje, kiełbasy i lampasy, powozy i powrozy, walonki i koronki, talerze i więcierze, powidła i prawidła, żupany i falbany. Słowem wszystko, czego tylko dusza zapragnie. Patrzył król przez rok cały na ten harmider i rozgardiasz, a po roku jakby się ocknął. Zszedł do sali tronowej, wezwał do siebie Radę Mędrców i tak powiada: – Dłużej tak już być nie może. Na Rynku panuje kompletny chaos, com własnymi, królewskimi oczami stwierdził. Ceny skaczą z dnia na dzień. Biedni w połatanych portkach biegają, bo ci ich na nowe nie stać, a bogaci po dziesięć par pludrów mają, a jak który próżny, to wszystkie naraz wdziewa, z czego zawiść i niezadowolenie społeczne się bierze. A znów garnków mamy za dużo, garncarze głodem przymierają, cenę niżej kosztów gliny dają, a i tak nikt kupić nie chce. Toż samo z wiklinowymi koszami”. Długo opowiadał król Radzie swojej, co na Rynku zaobserwował, i wreszcie rzekł: – Tak dłużej być nie może. Trzeba z tym zrobić porządek. Naradzili się mędrce, pogrzebali w księgach i najstarszy, padłszy przedtem na twarz i potarzawszy się w prochu, boć była to epoka wstecznego i ciemnego feudalizmu, ozwał się w te słowa: – Najjaśniejszy Panie, tutaj pomóc może tylko planowanie gospodarcze i centralne. – To na co czekacie – wykrzyknął
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze