G. jako K., czyli kafka po polsku

Poprzednie miesięczniki

Relacje między państwem a jednostką pozwalają zazwyczaj ocenić poziom i jakość demokracji. Stosunek między zakresem swobód jednostki a skalą przymusu państwowego wyznacza granice wolności i poziom obywatelskiego samopoczucia. Ale tylko zazwyczaj. I nie wszędzie. Nie w Polsce, gdzie czołowe ośrodki propagandy i agitacji, upozowane na intelektualne kuźnie myśli politycznej, poddały w ostatnich latach cały ten fundamentalny problem prymitywnej personalizacji. Zamiast rozważań ustrojowych mamy w najpoważniejszych z pozoru dziennikach i periodykach brukowe dywagacje o stosunkach między państwem a doktorem G., państwem a Kulczykiem, państwem i posłanką Sawicką. Jeśli Lew Rywin nie został też wypromowany na ofiarę ślepej przemocy, to tylko dlatego, że w gronie jego prześladowców musieliby się znaleźć Adam Michnik i „Gazeta Wyborcza”. Natomiast los całej zbiorowości łapowników polskich, złodziei i krętaczy, wcale niemałej, jak wskazują statystyki, pozostaje dla wrażliwych pismaków obojętny. To dziwne, że zatrzymanie policjanta z drogówki biorącego w łapę od złapanych na wykroczeniach drogowych kierowców nie budzi ani współczucia, ani nawet większego zainteresowania. Nigdy nie przeczytałem szarpiącego za serce artykułu, dowodzącego, że ściganie skorumpowanych policjantów, urzędników decydujących o przetargach może doprowadzić do zapaści w policji albo administracji. Przy okazji sprawy doktora G. ogarnął mnie natomiast podsycony przez media lęk, że medycyna w Polsce ulegnie likwidacji
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze