Bij komunistów, ratuj wolną myśl

Trochę o zoologii

W 1988 r. delegacja Polskiego Towarzystwa Historycznego odwiedziła gen. Jaruzelskiego. W pewnym momencie jeden z profesorów spytał generała, kto jest jego zdaniem najwybitniejszym polskim pisarzem historycznym. „Mackiewicz” – odpowiedział Jaruzelski bez zastanowienia. Sekretarz generała chciał tę odpowiedź uściślić: „Cat?”. Jaruzelski zaprzeczył: „Nie, Józef. Józef Mackiewicz”.

Anegdota ta przywodzi na myśl inną, którą przytacza Waldemar Łysiak w książce „Salon. Rzeczpospolita kłamców”. Opowiada, jak w pewnym antykwariacie udało mu się kupić książkę Jacka Kuronia z dedykacją autora dla gen. Kiszczaka. „Jestem pełen podziwu dla Pana osobiście i roli, jaką Pan odegrał w naszej »pokojowej rewolucji«” – napisał Kuroń. Osobiste wyrazy podziwu od Kuronia znaczyły dla Kiszczaka tyle, że pani Kiszczakowa... opchnęła książkę antykwariuszowi.

Ironiczny sens sceny, w której komunistyczny dyktator wychwala dorobek najbardziej antykomunistycznego pisarza, wynika dodatkowo z tego, jak potraktowali Mackiewicza po 1989 r. obrońcy generała.

W 1991 r. Adam Michnik udzielił wywiadu pismu „Nowe Książki” (nr 9, 1991 r.): „O ile uważam, że można zrozumieć Mackiewicza, o tyle zupełnie nie pojmuję, jak można go gloryfikować. Wie Pan, czego dziś się w Polsce boję? O tym już mówiłem: boję się tego schamiałego barbarzyństwa. I kiedy kilka lat temu okazało się, że Józef Mackiewicz jest najbardziej poczytnym pisarzem, to pomyślałem, że ci, którzy go gloryfikują, którzy intelektualizują jego tępy zoologiczny antykomunizm, biorą na siebie jakąś odpowiedzialność za to barbarzyńskie schamienie, które teraz nadchodzi”.

Jak pisze biograf Mackiewicza, Włodzimierz Bolecki, „redaktorzy [...], a także niemal wszyscy krytycy literaccy uznali chyba to sformułowanie za obowiązującą ocenę pisarza”.

Fatalny wpływ Mackiewicza

Mało kto wychwycił, że w swym wywiadzie Michnik...
[pozostało do przeczytania 92% tekstu]
Dostęp do artykułów: