„D”JAK DOMINACJA

Dodano: 01/12/2011 - Numer 11 (69)/2011

Angela porywa Europę Kiedy obserwuje się ruchy kanclerz Merkel, to w tej pozornej niezdarności gestów, w maniakalnym wręcz wykręcaniu kciuków można dojrzeć jakiś cytat z Gravesowskiego Klaudiusza. Pod maską nieporadności i warstwą nieodłącznych, przykrótkich żakiecików kanclerz Niemiec wyraźnie i świadomie magazynuje zapasy energii na długie lata władania w UE. Nie dlatego, że jest po ludzku niedobra, zachłanna na władzę czy chora z ambicji, ale dlatego, że politycy europejscy stracili, mówiąc najłagodniej, atrybuty męskości. Gdzie nie spojrzeć, wysokie funkcje państwowe   sprawują mężczyźni chorzy na bylejakość, uwikłani w sieć wstydliwych zależności. Wypomadowani, zmanierowani, śpiewający miłosne ballady niczym obalony niedawno miłośnik bunga-bunga Berlusconi. Miotający się między homoerotyzmem a konserwatyzmem Cameron, lekko stąpający na wysokich obcasach Sarkozy, bezkonfliktowy i poddańczy Donald Tusk. Każda kobieta w otoczeniu tej dworskiej świty prędzej czy później chociażby dla zachowania higieny psychicznej rozwinęłaby w sobie instynkt harpii. Angela Merkel jak na razie poprzestaje na porwaniu Europy i to raczej z przymrużeniem oka, bo ani Merkel nie przypomina byka, ani Europa specjalnie się nie broni. Mityczny akt uprowadzenia przetłumaczony na język unijnej współczesności bardziej przypomina popularne w niektórych kulturach porwania aranżowane. Przywódcy państw członkowskich Unii Europejskiej co prawda lamentują, ale w głębi serca pragną tego
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze