Pisarz polskich spraw ważnych

Dodano: 01/04/2022 - Numer 04 (190)/2022
fot. Jacek Turczyk/PAP
fot. Jacek Turczyk/PAP

Obcowanie z twórczością prof. Jacka Trznadla to pasjonująca przygoda intelektualna. Pisarz przypominał nam niezmiennie, kim my, Polacy, jesteśmy, jaką mamy historię, tradycję, tożsamość narodową, jakie mamy powinności wobec ojczyzny i jak wielkim złem jest komunizm.

23 stycznia, w niedzielę rano, zmarł w wieku 91 lat profesor Jacek Trznadel, wybitny historyk literatury, krytyk literacki, pisarz, poeta. Napiętnował zdradzieckie środowiska twórcze pretendujące do bycia elitą, które za nic miały polski naród w ważnych momentach dziejowych. Sam rozliczył się ze swoją młodzieńczą biografią, stanął po stronie wartości i bronił ich odważnie. Szukał odpowiedzi na pytanie: dlaczego olbrzymia część polskiej inteligencji opowiedziała się po stronie totalitaryzmu, zła i przemocy i czynnie włączyła w budowę zbrodniczego systemu? 

Przez wiele lat zajmował się też prawdziwą polską elitą zamordowaną w Katyniu, prowadził żmudne badania związane z tą zbrodnią ludobójstwa. Na rozkaz Józefa Stalina w kwietniu i w maju 1940 roku straciło życie ponad 22 tys. Polaków. Byli wśród nich oficerowie Wojska Polskiego, policjanci, kwiat polskiej inteligencji.

Po latach okupacji niemieckiej, sowieckiej, komunizmu, niemal wszystkie nasze polskie, a nie bolszewickie, elity znalazły się pod ziemią. Krwawe dzieło Stalina i Hitlera dokończyli rodzimi funkcjonariusze bezpieki. Jeszcze dzisiaj poszukiwane są przez IPN szczątki niezłomnych żołnierzy, konspiratorów powstania antykomunistycznego. To m.in. ci żołnierze stanowili elitę niepodległej Polski.

Jacek Trznadel jako lustrator

Jacek Trznadel spędził wczesne dzieciństwo w Olkuszu. Jego ojciec, absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracował jako urzędnik państwowy, matka była nauczycielką. Od 1940 do połowy 1946 roku przyszły pisarz mieszkał wraz z rodzicami w Krakowie. Po ukończeniu studiów filologicznych, od 1952 roku pracował w Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk. W latach 1957–1970 należał do PZPR. W 1966 roku wyjechał do Paryża, gdzie pracował jako lektor języka francuskiego. Od 1978 do 1983 roku sprawował stanowisko dyrektora sekcji polskiej i profesora literatury polskiej na Uniwersytecie Paryskim, nazywanym zwyczajowo Sorboną. W tym czasie współpracował z paryską „Kulturą”, w latach 80. publikował w Polsce w wydawnictwach bezdebitowych. 

Profesor Trznadel kojarzony jest przede wszystkim ze zbiorem wywiadów z pisarzami pt. „Hańba domowa”, książką wydaną po raz pierwszy w 1986 roku w Paryżu w serii biblioteki „Kultury”. W publikacji zajął się postawą literatów wobec sowietyzacji Polski po roku 1945. Wywiadu udzielili mu m.in. Jerzy Andrzejewski, Wiktor Woroszylski, Jacek Bocheński, Andrzej Braun, ale też osoby, które nie poszły na współpracę z komunistami w okresie stalinizmu – Jan Józef Lipski i Jan Józef Szczepański. Kazimierz Brandys, Tadeusz Konwicki i Adam Ważyk nie zgodzili się na rozmowę. We wstępie do „Hańby domowej” Trznadel sam rozliczył się ze swojej młodzieńczej biografii. „Ja także nosiłem czerwony krawat do zielonej koszuli, byłem w OMTUR, ZMP, potem w PZPR. W moim pokoju także wisiał portret Stalina. […] dlaczego ja też zaangażowałem się w stalinizm? Odpowiedź: gdyż pragnąłem zbawienia świata”. Autor starał się znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego pisarze stali się filarem sowieckiego systemu? Dlaczego legitymizowali zbrodniczą działalność komunistów? Dlaczego za parę srebrników przehandlowali wartości, których jako tzw. elita powinni szczególnie bronić? 

Wypowiedzi interlokutorów Trznadla były na ogół pokrętne, bałamutne, tłumaczyli oni swoją uległość wobec komunistów eufemistycznym „heglowskim ukąszeniem”, którego to określenia użył pierwszy Czesław Miłosz w „Zniewolonym umyśle”. Co wspólnego miał Hegel, miała jego filozofia, z ich draństwem? Zbigniew Herbert po latach powiedział, że już zdecydowanie bardziej trafnym określeniem byłoby „ukąszenie Bermana”. 

Szczególne emocje wywołała wypowiedź Zbigniewa Herberta „Wypluć z siebie wszystko”, najważniejsza rozmowa „Hańby domowej”. Rozmowa ta przeszła już do legendy historii polskiej literatury. Wypowiedź Herberta, rzeczywiście ostra, a momentami ironiczna, pozwala zrozumieć nie tylko to, co działo się w okresie stalinizmu, lecz także to, co dzieje się w III RP obecnie. Autor „Pana Cogito” nie miał złudzeń: to nie było żadne „heglowskie ukąszenie”, to była zdrada, kolaboracja; zaangażowanie pisarzy w budowę systemu komunistycznego wynikało z niskich pobudek, materialnych, ze strachu; literaci powodowali się pędem do kariery, pychą. „Co najistotniejsze [Herbert – przyp. D.J.] podważał też szczerość nawrócenia byłych wyznawców komunizmu, zarzucając im, że opozycjonistami zostali z powodów koniunkturalnych, kiedy władzy przestało już zależeć na ich piórach” – nie bez racji zauważył prof. Mirosław Szumiło („Zbigniew Herbert a polityka po 1989 roku”).

Kazimierz Brandys z furią zareagował na ukazanie się „Hańby domowej”. W „Miesiącach 1985–1987” pisał m.in., że został „gwałtownie napadnięty”, „opinie Herberta są jadowite”, że „obaj rozmówcy żądają od swych kolegów publicznego kajania się”, a on nie widzi powodów, by się tłumaczyć, bo jak wyjaśnia – późniejszymi książkami rozliczył się ze stalinizmem przed czytelnikami, przecież był później w opozycji, a „opozycja to były represje, to groziło wyrzuceniem z okna”. Szczególnie narażony na wyrzucenie z okna był Brandys!

Trzeba zauważyć, że jeszcze w latach 80., wkrótce po wydaniu „Hańby domowej”, Trznadel otrzymał z rąk Marty Fik Nagrodę Kultury podziemnej „Solidarności”, jeszcze stwarzano pozory „walki z komuną”, a już wkrótce, po roku 1989, ta sama Marta Fik ostro skrytykowała książkę na łamach „Wyborczej”. To na łamach „GW” ustalane były hierarchie literackie, to Michnik i jego akolici nadawali ton w polskiej polityce, kulturze w III RP. Dyskusja na temat „Hańby domowej” nabrała ostrości w latach 90., stała się fragmentem walki politycznej, jaka toczyła się wówczas, kiedy stało się już oczywiste, że Polacy zostali zdradzeni przez część elity politycznej „Solidarności”, która zawarła w Magdalence pakt z komunistami. Zarówno Trznadel, jak i Herbert uważali za wielce szkodliwą filozofię „grubej kreski”, twierdzili, że lustracja i dekomunizacja są niezbędne dla zdrowia moralnego narodu. Intelektualiści, poza wyjątkami, zawiedli, nie wypełnili swego podstawowego obowiązku wobec społeczeństwa. „Nie stworzyli języka prawdy” – jak to celnie określił Zbigniew Herbert. Dzisiaj zbieramy zatrute owoce tamtych zaniechań. „Raz się skurwisz, kurwą pozostaniesz” – mawiał Józef Piłsudski.

Początek hańby domowej

Warto przypomnieć, jak po odwołaniu rządu Jana Olszewskiego na pierwszej stronie „GW” z 5 czerwca 1992 roku ukazał się wiersz Wisławy Szymborskiej „Nienawiść”. Dawna miłośniczka Stalina, noblistka, nadal była gotowa służyć nowej-starej władzy, swoim wierszem stanęła po stronie Lecha Wałęsy i jego środowiska politycznego, w obronie ubeckich konfidentów zagrożonych lustracją, a przeciwko ludziom dążącym do ujawnienia prawdy o naszej najnowszej historii. Po prawie 27 latach, w roku 2019, wiersz ten ponownie znalazł się na okładce „GW”, tym razem w kontekście morderstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Jest to typowa orwellowska próba odwrócenia pojęć. 

Dawni staliniści mają swoich następców w III RP. Dzisiejsi uczestnicy hańby domowej, pisarze, filmowcy, artyści, wyznają tę samą zasadę typową dla totalitaryzmu co ich poprzednicy w latach 50.: prawdą jest to, co my za prawdę uznajemy. Film, teatr, literatura, sztuki plastyczne służą wielu twórcom, a właściwie marksistowskim ideologom, do walki z polskością, tożsamością narodową, tradycyjnymi, chrześcijańskimi wartościami. Nawet w czasach komunizmu teatr pozostawał świątynią sztuki. To, co dzisiaj dzieje się w teatrze, „zmierza do rynsztoku” – alarmuje wybitna znawczyni tej dziedziny sztuli Elżbieta Morawiec. W literaturze polskiej na pierwszym froncie walki ideologicznej znajdują się kobiety, a na ich czele stoi Olga Tokarczuk, noblistka, plotąca androny na temat historii Polski, fetowana na lewackich salonach, na uniwersytetach.

Mniej znaną książką, aczkolwiek podejmującą ten sam temat co w „Hańbie domowej”, służalczości i sprzedajności polskich środowisk twórczych, są „Kolaboranci. Tadeusz Boy-Żeleński i grupa komunistycznych pisarzy we Lwowie 1939–1941”, wydana w 1998 roku przez Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski. To tam, we Lwowie w 1939 roku, był początek hańby domowej. We Lwowie tacy pisarze jak Adam Ważyk, Mieczysław Jastrun, Jan Kott, Stanisław Jerzy Lec, Julian Stryjkowski, Jerzy Putrament i wielu innych uznali za swoją ojczyznę Związek Sowiecki, a za przewodnika duchowego – Józefa Stalina. Po roku 1945 dołączyli do nich młodsi pisarze – bolszewicy, m.in. Wiktor Woroszylski, Tadeusz Konwicki, Witold Wirpsza, Andrzej Braun, Wisława Szymborska. Wspólnie z Sowietami budowali „świetlaną przyszłość” Polski, zagrzewali do walki z wrogami ludu, „bandytami” z podziemia niepodległościowego, pisali wiersze na cześć funkcjonariuszy UB. Ci pisarze owszem, byli elitą, ale sowiecką, a nie polską. 

Zbigniew Herbert pisał, że można było ocalić duszę w najgorszych czasach stalinizmu, sam zresztą był tego najlepszym przykładem: „To wcale nie wymagało wielkiego charakteru / nasza odmowa niezgoda i upór / mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi / lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku / Tak smaku / W którym są włókna duszy i chrząstki sumienia […]”. Ten wiersz zawsze będzie aktualny, bo wartości są wieczne. 

Od Leśmiana... 

Dorobek badawczy Jacka Trznadla jest bardzo bogaty. Profesor należał do grona wybitnych znawców, interpretatorów twórczości Cypriana Kamila Norwida, Bolesława Leśmiana, Józefa Mackiewicza. Uważał, że „przy Leśmianie trzeba mówić o czymś więcej jak o talencie – o geniuszu. Bogactwo problemów i kształtów świata i jego kultury, wyrażone w przedziwnych i wspaniałych formach poetyckich, stawia go między największymi twórcami poezji wieku dwudziestego. Leśmian jest tu całkowicie z tego czasu i jednocześnie wznosi się ponad swoją epokę. […] przywołam przy Leśmianie przykład Mickiewicza, a stawiać ich obok siebie można, gdyż Leśmian obok Kochanowskiego i wielkich romantyków należy do największych w poezji polskiej”.

Przyznaję osobiście, że nie sposób oprzeć się niezwykle oryginalnej wyobraźni poetyckiej Leśmiana. Twórczość autora w „Malinowym chruśniaku” również wysoko cenił Jarosław Marek Rymkiewicz, zmarły również niedawno przyjaciel Jacka Trznadla. Ciekawą Jego książką jest „Leśmian. Encyklopedia”, opowieść o życiu i poezji Leśmiana mająca formę encyklopedii, nie jest to jednak taka encyklopedia, do jakiej czytelnicy są przyzwyczajeni.

W 1988 roku Jacek Trznadel wydał w paryskiej „Libelli” zbiór esejów pt. „Polski Hamlet” o wcieleniach, jakie uzyskiwał w polskiej kulturze bohater Szekspirowskiego „Hamleta”. We wprowadzeniu do owego zbioru esejów autor napisał: „Rzecz to o samotności walki i rozeznaniu się w moralnych powinnościach jednostki, ale i zbiorowości jako pewnej całości, postawionej wobec zbrodni, zła i brutalnej przemocy. Czy ważna jest refleksja, czy czyn bezpośredni? A może walczyć, to składać z siebie męczeńską ofiarę?”. Poszczególne rozdziały książki odnoszą się do wybranych autorów, m.in. do Jerzego Andrzejewskiego (Hamlet – kondotier honoru), Jarosława Iwaszkiewicza (Biedny Hamlet – marionetka), Konstanty Ildefons Gałczyński (Hamlet – reakcjonista w kabarecie), jedynym wyjątkiem jest rozdział Powstanie Warszawskie (Hamlet w historii), który mówi o wydarzeniu dziejowym. Autor nazywa Powstanie Warszawskie ostatnią redutą Drugiej Rzeczypospolitej. Moim zdaniem Powstanie nie było ostatnią redutą, na pewno największą, najbardziej skrwawioną, ale nie ostatnią – polscy żołnierze nie złożyli broni, ostatnie oddziały niezłomnych walczyły jeszcze w latach 50. Profesor Trznadel próbuje zrekonstruować wydarzenia, rozmowy, które toczyły się w sztabie Komendy Głównej Armii Krajowej między godziną czternastą a siedemnastą 1 sierpnia 1944 roku. Zadaje przy tym wiele pytań, na które nie sposób uzyskać odpowiedzi. Ostatecznie sztabowcy AK, na czele z komendantem gen. Borem Komorowskim, postawili wszystko na jedną kartę, na zasadzie: „albo triumf, albo zgon”. Pisarz uważa rozkaz dotyczący wybuchu Powstania za przedwczesny i niepotrzebny. Nie może pogodzić się z hekatombą, z ogromem zniszczeń kultury narodowej. „Tych kilkanaście dni poprzedzających Powstanie miało gęstość jedną z największych w naszych dziejach, jeśli chodzi o ośrodki decyzyjne. Potem nastąpiły 63 dni najgęstsze, jeśli chodzi o walkę, bohaterstwo, zagładę i wolę przetrwania. Walka o wolność, jej utrata i przesłanie do całej późniejszej walki o wolność”.

...do Mackiewicza

W 1993 roku pisarz wydał zbiór esejów z literatury polskiej i francuskiej oraz przekładów pt. „Ocalenie tragizmu”, a dziesięć lat później w wydawnictwie „Arcana” ukazała się książka zatytułowana „Spojrzeć na Eurydykę. Szkice literackie”. Trznadel pomieścił w niej szkice poświęcone życiu i twórczości m.in. Tadeusz Rittnera, Ferdynanda Goetla, Józefa Łobodowskiego, Andrzeja Bobkowskiego, Józefa Mackiewicza. Trznadel niezwykle cenił twórczość pisarską i publicystyczną Józefa Mackiewicza, w rozmowie z prof. Maciejem Urbanowskim powiedział: „Mackiewicz był artystyczną i publicystyczną lekcją antykomunizmu, krańcowo zaangażowany w przekazywanie wartości. Taka krańcowość zawsze była mi bliska. Był pisarzem, o którym myślałem, że gdybym go czytał przez cały powojenny czas, nie popełniłbym hańbiącego etycznie akcesu politycznego. Wiedziano, dlaczego go odcinano od Polski. Ale ważna jest także uroda jego pisania”. 

Najczęściej chyba cytowany jest przez krytyków literackich tekst „Lewy profil”, w którym zajął się stosunkiem Czesława Miłosza do komunizmu. Jako że Miłosz był wówczas (a i nadal jest) traktowany w Polsce przez środowisko dworu związanego z „GW” jak święta krowa, więc posypały się naturalnie gromy i złorzeczenia na autora „Lewego profilu”. A przecież Trznadel przypomniał jedynie kilkanaście wypowiedzi samego Miłosza na temat komunizmu oraz jego filozofii życiowej. Miłosz nie ukrywał swoich komunistycznych, a nawet bywało, antypolskich poglądów. Można je znaleźć choćby w publikacjach „Zaraz po wojnie. Korespondencja z pisarzami 1945–1950” czy w „Roku myśliwego”. Po opuszczeniu stanowiska dyplomaty w 1951 roku, wyznawał w paryskiej „Kulturze”: „W ciągu pięciu lat służyłem lojalnie mojej ludowej ojczyźnie”, a w liście do Melchiora Wańkowicza pisał jako światowiec, patrzący z pogardą na polski ciemnogród: „Na kontynencie europejskim jednak traktuje się komunizm poważnie, nie w kategoriach szpiegów i agentów, jak Polacy to robią. Bo komuniści we Francji mają najwybitniejsze umysły […] wśród studentów Sorbony jak kto nie jest komunistą, to traktuje się go jak biednego matołka”. Miłosz nie chce dostrzec, czym był komunizm w Polsce, jakie poczynił spustoszenia, nie widzi nic złego w tym, że pisarze po wojnie poparli komunizm. Przeciwny jest użyciu przez Trznadla pojęcia „hańba domowa”. Według Miłosza „była to groza nagle uzyskanej świadomości, że następuje światowe zwycięstwo komunizmu i marzenia o niepodległej Polsce trzeba złożyć do muzeum”. Z punktu widzenia noblisty tacy pisarze jak Woroszylski, Konwicki i inni staliniści, postąpili racjonalnie. Moralność to jest kategoria dobra dla ciemnogrodu, a nie dla oświeconych komunistów. 

W 1994 roku Trznadel pracował jako członek komisji opracowującej projekt konstytucji z ramienia „Solidarności”, rok później został przewodniczącym komitetu wyborczego Jana Olszewskiego w wyborach prezydenckich. W 2002 roku znalazł się w gronie założycieli i jurorów Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza.

Jacek Trznadel uprawiał też poezję. Wydał kilka tomów, m.in. „Dzikie gęsi. Podręczna centuria snów”, „Utajone w oddechu”, „Bez odbioru”. W rozmowie z prof. Maciejem Urbanowskim przed dwudziestoma laty mówił, jak bardzo ważna jest dla niego poezja: „Wzruszam ramionami, gdy jestem wymieniany jako autor »Hańby domowej«. Dla mnie osobiście te wiersze są czymś ważniejszym od pisania o utworach »innych«”. 

Zło jest banalne

W latach 80. prof. Trznadel zajął się bliżej problematyką katyńską, swoje prace zaczął od zbierania wszelkich dokumentów katyńskich – wspomnień rodzinnych, listów, pamiątek, fotografii. Profesor był jednym z inicjatorów założenia Polskiej Fundacji Katyńskiej i Niezależnego Komitetu Historycznego Badania Zbrodni Katyńskiej. Obie instytucje podjęły naukowe badania nad zbrodnią katyńską i starania o godne upamiętnienie jej ofiar. Komitet zakładali m.in. mecenas Jan Olszewski, ks. Zdzisław Peszkowski, ocalały jeniec obozu w Kozielsku, Wojciech Ziembiński, działacz niepodległościowy, dr Marek Tarczyński, historyk wojskowości, dr Bożena Mamontowicz-Łojek, historyk teatru, badacz i popularyzator sprawy katyńskiej (zginęła w katastrofie lotniczej w drodze na uroczystości katyńskie 10 kwietnia 2010 roku). Honorowe członkostwo komitetu przyjęli: Józef Czapski, Gustaw Herling-Grudziński, ks. prof. Leon Musielak, prof. Stanisław Swianiewicz, prof. Janusz K. Zawodny.

W 1994 roku  ukazała się książka profesora pt. „Powrót rozstrzelanej armii. Katyń – fakty, rewizje, poglądy”. Jest to zbiór niezwykle interesujących artykułów, relacji, wspomnień, listów, rozmów. Autor „Powrotu rozstrzelanej armii” po analizie różnych dokumentów doszedł do wniosku, iż „dziedzictwo Katynia to wielka historyczna i polityczna afera kryminalna, pełna zagadek, fałszerstw, skrytobójstw, zacierania śladów i składania fałszywych zeznań”. Z książki wynika, że Trznadel już w 1982 roku, w Paryżu, namawiał Andrzeja Wajdę do nakręcenia filmu o zbrodni dokonanej przez Rosjan na polskich oficerach. Przekazał nawet Wajdzie notatki z pomysłem scenariusza łączącym wypadki II wojny z wypadkami z XIX wieku, z „Dziadami” Mickiewicza. Wszystko oparte na motywie drogi, deportacji. 

Literatura polska na temat zbrodni w Katyniu jest skromna, zważywszy na rangę wydarzenia. Mogła powstawać jedynie na emigracji lub w kraju w drugim obiegu poza cenzurą. Do 1956 roku władze PRL mówiły o „perfidnej niemieckiej prowokacji w Katyniu”, potem samo słowo Katyń zniknęło całkowicie; przez lata cenzura wykreślała je z każdej publikacji. W 1995 roku ukazała się książka zatytułowana „Z popiołu czy wstaniesz? Opowiadania »stamtąd«”, zawierająca trzynaście opowiadań Jacka Trznadla z Katynia, Charkowa, Tweru, czyli „stamtąd”, z miejsc, gdzie wiosną 1940 roku byli mordowani przez Sowietów polscy oficerowie. W opowiadaniach autor dokonuje niezwykle żmudnej, szczegółowej rekonstrukcji zdarzeń, które rozegrały się tamtej wiosny. Zapisuje, jak wyglądały, a właściwie jak mogły wyglądać, przygotowania do zbrodni, sama zbrodnia, zacieranie jej śladów. Tych 13 opowiadań to 13 spojrzeń z różnych perspektyw na miejsca zbrodni. Najczęściej na zbrodnię patrzymy oczyma sowieckich zbrodniarzy wykonujących egzekucje, wartowników, naczelnika obwodu NKWD. Mamy do czynienia z opisem świata pozbawionego jakichkolwiek ludzkich uczuć, nawet drobnych ludzkich odruchów. Mottem zbioru opowiadań są słowa jednego z oprawców, Dimitrija Tokariewa: „Technologia jak się należy. Po prostu rozstrzelania – nic więcej”. Trznadel nie epatuje złem, ogranicza się do suchego przekazu. Sowiecki kancelista przygotowujący dokumenty, kartoteki przed egzekucją, zachowuje się jak przed każdą inną czynnością kancelaryjną – nie robi to na nim żadnego wrażenia. „Kancelista, siedzący tuż obok na składanym krześle za składanym stolikiem, zaglądał któryś raz do kartonowej teczki, przerzucał w niej plik białych, ponumerowanych kartek. Na każdej pieczęć urzędu i nazwisko wykonującego egzekucję. Było ich dzisiaj sześciu […]. Wszyscy podpisali się na początku swojej karty obok swoich nazwisk, kładąc jeszcze raz datę. […] Liczby musiały się zgadzać, a także szło o to, że za każdy strzał, a właściwie za skazańca, dochodziła, poza właściwym uposażeniem, premia – za delegację służbową i wykonanie zlecenia”. Zło jest banalne – zdaje się potwierdzać za Hannah Arendt Jacek Trznadel.

„SB też zatrzymywała książki Mackiewicza”

Józef Mackiewicz niemal 40 lat swego życia poświęcił badaniom zbrodni katyńskiej. Jak wiadomo, pisarz w maju 1943 roku za zgodą dowództwa Armii Krajowej wyjechał do Katynia jako obserwator ekshumacji zwłok, po powrocie opublikował reportaż w „Gońcu Codziennym” pt. „Widziałem na własne oczy”. Był to początek jego publikacji wokół sprawy katyńskiej. Dziwną historię miała jego pierwsza książka, otóż w roku 1945, na zlecenie Biura Studiów przy II Korpusie gen. Władysława Andersa, Józef Mackiewicz podjął się opracowania „białej księgi” zbrodni katyńskiej. Została wydana bezimiennie pt. „Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów” z przedmową gen. Andersa. Jako autor książki zaczął występować Zdzisław Stahl, były zleceniodawca Mackiewicza z Biura Studiów. Mackiewicz nie zgodził się na zrzeczenie autorstwa, czego się od niego domagano. Książka ukazała się we Francji pod nazwiskiem gen. Andersa. Dla dobra sprawy polskiej Mackiewicz zrezygnował z procesu sądowego, choć do końca życia podtrzymywał, że to on jest autorem „Zbrodni katyńskiej”. Ani Stahl, ani wydawca nigdy nie zaprzeczyli, iż autorem książki jest Józef Mackiewicz. W 1948 roku Mackiewicz wydał książkę „Mordercy z lasu katyńskiego”. 

Na początku lat 90. prof. Trznadel podjął się zebrania wszystkich tekstów napisanych na temat zbrodni w Katyniu przez Józefa Mackiewicza, z zamiarem ich opublikowania. Autor „Hańby domowej” zwrócił się do Niny Karsov-Szechter, wdowy po Szymonie Szechterze, stryju Adama Michnika, właścicielki wydawnictwa Kontra z Londynu, w sprawie praw autorskich. Kiedy nie uzyskał odpowiedzi, poprosił córkę Józefa Mackiewicza, Halinę Mackiewicz, o zgodę na wydanie książki. Córka pisarza zareagowała pozytywnie, a otrzymane od wydawnictwa honorarium przekazała na rzecz Komitetu Katyńskiego. Książka pt. „Józef Mackiewicz – zbrodnia bez sądu i kary” pojawiła się w księgarniach pod koniec kwietnia 1997 roku, a już 8 maja Nina Karsov-Szechter pozwała do sądu Jacka Trznadla, wydawnictwo, Polską Fundację Katyńską oraz Halinę Mackiewicz za wydanie bez jej zgody zbioru tekstów Mackiewicza o zbrodni katyńskiej. W pozwie powódka zażądała od pozwanych po 20 tys. zł odszkodowania, przeprosin oraz wycofania książki z księgarń. Na jej wniosek w 1998 roku sąd zakazał rozpowszechniania książki do czasu wydania prawomocnego wyroku w procesie. „SB też zatrzymywała książki Mackiewicza” – skomentował sądowy zakaz prof. Trznadel. Prawomocny wyrok zapadł w maju 2012 roku. Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił pozew Niny Karsov-Szechter. 

Katyń i Smoleńsk

19 kwietnia 2010 roku prof. Jacek Trznadel jako przewodniczący Rady Polskiej Fundacji Katyńskiej zwrócił się w liście otwartym do premiera Donalda Tuska o powołanie niezależnej, Międzynarodowej Komisji Technicznej do zbadania przyczyn katastrofy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem w dniu 10 kwietnia 2010 roku, w której zginęli m.in. Prezydent RP Lech Kaczyński i osoby kierujące najwyższymi instytucjami państwa polskiego. Mimo poparcia apelu przez kilkadziesiąt tysięcy Polaków, został on przez premiera zignorowany. W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 2 maja 2010 roku prof. Trznadel mówił m.in. „Nie mamy powodów, by ufać Rosjanom. […] Przypominam, że tym krajem rządzi były agent KGB, członek klanu czekistów. Jego ojciec był w NKWD, a dziadek był kucharzem Lenina [także Stalina – przyp. D.J.]. […] Gdyby żył prezydent Kaczyński, nigdy nie pozwoliłby na coś takiego, co teraz obserwujemy. […] Bo to był człowiek o zupełnie innym etosie. Prezydent pochodził z typowej inteligenckiej rodziny o przedwojennym kośćcu. Pracowałem przez dziesięć lat z jego matką w Instytucie Badań Literackich, znam tę rodzinę. Była bardzo podobna do mojej. Braci Kaczyńskich wychowywano w duchu wielkiego szacunku dla suwerenności, godności państwa polskiego. Dla nich serwilizm wobec któregoś z sąsiadów był czymś całkowicie nie do przyjęcia”. 

W 2011 roku ukazała się książka „Wokół zamachu smoleńskiego”, w której prof. Trznadel utrzymywał, że katastrofa polskiego samolotu w Smoleńsku była skutkiem zamachu.

 

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze