BRAT TWÓRCY MO

Dodano: 03/11/2011 - Numer 10 (68)/2011

O Józefie Jóźwiaku nie można przeczytać w żadnej encyklopedii. Od polityki zawsze trzymał się z daleka, zachował czyste ręce. Przed wojną pielęgniarz, po wojnie kierowca. Ale to nie wszystko. Jak wielu młodzieńców wychowanych w wolnej Polsce miał piękną kartę wojenną. Żołnierz września, więziony przez Sowietów w Kazachstanie, po wydostaniu się z niewoli „zdążył do Andersa”. Razem z II Korpusem przeszedł cały szlak bojowy w kampanii włoskiej, walczył pod Monte Cassino.Franciszek w Moskwie, Józef w Lublinie Urodzili się we wsi Huta Baranowska, powiatu puławskiego, w biednej rodzinie chłopskiej. Franciszek (rocznik 1895) wśród ośmiorga dzieci był najstarszy. Między nim a Józefem (rocznik 1912) było aż 17 lat różnicy. Ich ojciec, Ignacy Jóźwiak, aby utrzymać liczną rodzinę, musiał imać się różnych zajęć. Ponieważ był niepiśmienny, nie mógł nawet podpisać się pod aktem chrztu synów. Franciszek nawiązał do rodzinnej tradycji – skończył jedynie szkołę powszechną. Tacy ludzie rządzili Polską po wojnie. Józef nie chciał zaszczytów, wiedział, gdzie jest jego miejsce. Franciszek Jóźwiak działał najpierw w PPS i POW, służył w Legionach. Nie przeszkadzało mu to później zwalczać tych, których marzeniem była niepodległa Polska. Wcześnie zaczął komunizować – w 1921 r. wstąpił do KPRP (Komunistyczna Partia Robotników Polskich), a potem do KPP. – Franek znikał na całe dnie, w domu był gościem – mówił mi przed laty Józef Jóźwiak. – Chodził na jakieś spotkania, manifestacje.
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze