Polska podbija Paryż!

fot. NAC
fot. NAC

W 1937 roku na Międzynarodowej Wystawie Sztuki i Techniki Polskę reprezentowało 303 artystów oraz 126 firm i instytucji. W rankingu nagrodzonych państw znalazła się ona w pierwszej dziesiątce, plasując się na zaszczytnym ósmym miejscu i wyprzedzając Stany Zjednoczone, Holandię i Węgry. Polacy okazali się zdobywcami 78 Grand Prix i 51 dyplomów honorowych. Tym samym II Rzeczpospolita udowodniła na forum międzynarodowym, że jest ojczyzną ludzi twórczych, przedsiębiorczych i nowoczesnych.

W maju 1937 roku oczy całego świata zwróciły się na Paryż, gdzie otwarto właśnie tak długo wyczekiwaną Międzynarodową Wystawę Sztuki i Techniki, na której 11 tys. wystawców z 44 krajów zaprezentowało najwspanialsze i najbardziej imponujące osiągnięcia swoich uczonych, inżynierów, wynalazców, malarzy, rzeźbiarzy i architektów. „Prawie wszystkie państwa świata – jak obwieszczała ówczesna prasa – stanęły tu do apelu, aby w szlachetnym współzawodnictwie skrzyżować szpady kultury i postępu. Rozsiadły się okazałe i skromniejsze pawilony dwoma równymi rzędami, po obu stronach głównej arterii wystawowej, i nęcą wzrok rozmaitością form architektonicznych, bogatą gamą kolorów, wśród których jednak biel stanowczo przeważa połyskiem niklu i szkła. Przed każdym pawilonem – sztandar danego kraju na wysokim maszcie. Najwyżej powiewa chorągiew polska”. 

„Pawilon Polski jest świetny!” 

Międzynarodowa wystawa paryska, odbywająca się pod hasłem: „Sztuka i technika w życiu współczesnym”, stała się obrazowym i żywym rodzajem encyklopedii XX wieku – stulecia techniki, maszyn, radia, szczepionek i wojny chemicznej. Duch tej epoki objawić się miał światu w całej swojej pełni w centrum Paryża, pod wieżą Eiffla, co znalazło swój symboliczny wyraz w konstrukcji architektonicznej wzniesionej na placu Zgody. Szczyty czterech kolumn bramy wystawowej zwieńczyły na wysokości 60 metrów znaczące emblematy: pegaz, okręt, kogut i kuźnia, które otrzymały postać olbrzymich, srebrnych medalionów. Pegaz, ów skrzydlaty mitologiczny koń, stał się symbolem najwyższego natchnienia; galijski kogut – znakiem „czujnej odwagi”; wyjęty z herbu Paryża okręt z napisem fluctuat nec mergitur (rzuca nim fala, lecz nie tonie) – hipogryfem twórczej myśli; a kuźnia – jej realizacji. Emanujące światłem współtworzyły heraldykę wystawy, będącej kwintesencją tego, co nauka, technika i sztuka XX wieku mogły ofiarować ludzkości. 

Największe emocje wśród Polaków wywołał pawilon narodowy, który zapragnął zobaczyć i opisać Tadeusz Pruszkowski – znakomity malarz i krytyk artystyczny. Dostawszy się do Paryża, „z niecierpliwością i chyżością muchy afrykańskiej biegł na teren wystawy”, by obejrzeć dzieło stanowiące wysiłek twórczy pięćdziesięciu polskich artystów i techników, którzy w niezmiernie krótkim czasie pod kierunkiem prof. Lecha Niemojewskiego zdobyli się na wielki zbiorowy wysiłek, by stworzyć i urządzić obiekt godny swego narodu. Tak więc 18 czerwca Pruszkowski mógł z entuzjazmem obwieścić, że „Pawilon polski jest świetny!”.

W istocie na skrzyżowaniu Avenue de Tokio i Place de Varsovie, wśród ogrodów Trocadéro wykwitła okazała rotunda w formie wieży z białego kamienia, wzniesiona według projektu prof. Bohdana Pniewskiego i architekta Stanisława Brukalskiego. Szczyt reprezentacyjnej części pawilonu wieńczyła Polonia Restituta, figura wyobrażająca Polskę Odrodzoną jako kobietę z podrywającym się do lotu orłem na ręku. Przed wejściem wzniesiono kapliczkę z obrazem Matki Boskiej, podobną do tych współtworzących mistyczne piękno ojczystych pejzaży, a otaczający pawilon mur z łamanego kamienia polnego przerywała misterna krata pomysłu prof. Edmunda Bartłomiejczyka, otwierająca widok na ogród ze stojącą w nim rzeźbą Augusta Zamoyskiego. Do gmachu prowadził długi portyk, którego sklepienie, podtrzymywane przez cztery orły z patynowej blachy miedzianej, zdobił kunsztowny plafon Bolesława Cybisa – wyzłocony i wysrebrzony, stanowiący „szlachetną kompozycję złożoną z anielskich istot o nieco murzyńskich duszach i twarzach”. Dalej zaś rozciągał się przerzucony nad wodą mostek o masywnych poręczach – dzieło Henryka Grunwalda, wytwór prostej, a zarazem wykwintnej sztuki. Wchodzących do tego przybytku polskości olśniewała wspaniała haftowana złotem i długa na trzydzieści metrów makata Mieczysława Szymańskiego, ukazująca wiktorię wiedeńską króla Jana III Sobieskiego. Nic jednak nie mogło dorównać wrażeniu, jakie czynił na oglądających widok siedmiu posągów najbardziej zasłużonych dla Polski mężów – Bolesława Chrobrego, Władysława Jagiełły, Mikołaja Kopernika, Tadeusza Kościuszki, Adama Mickiewicza, Fryderyka Chopina i Józefa Piłsudskiego. Nad nimi zaś widniały wykute na ścianie słowa Marszałka, wypowiedziane niegdyś nad trumną Juliusza Słowackiego: „Są ludzie i są czyny ludzkie tak silne i tak potężne, że śmierć przezwyciężają, że żyją i obcują między nami”. Wnętrze Rotundy Honorowej, nazwanej Salą Tysiąclecia, miało być „artystyczną ilustracją tych słów, hołdem złożonym przez nową Polskę jej przeszłości”.

Awangardowy styl i fotel wyścielany baranicą

Z rotundy przechodziło się następnie na teren polskiego pawilonu wystawowego, zaprojektowanego przez Bohdana Lacherta i Józefa Szanajcę, do obszernej galerii, której perspektywę od strony Place de Varsovie zamykał wprawiający w zdumienie olbrzymi maszt sztandarowy ze stali spawanej, o wysokości 41 metrów i wadze 4100 kilogramów, osadzony na podstawie ostrym końcem i podtrzymywany tylko przez trzy nisko zawiązane pętle stalowe. Pomysłodawcą tej zadziwiającej konstrukcji o nowatorskim rozwiązaniu mocującym był profesor Politechniki Warszawskiej Stanisław Hempel, a wykonawcą – znana w całym kraju Fabryka Wyrobów Żelaznych „H. Zieleziński”. W tej samej części wystawy przyciągały wzrok projekty wnętrz najwybitniejszych polskich architektów-dekoratorów, w tym salon wypoczynkowy Stefana Listowskiego i Jerzego Hryniewieckiego oraz domek letniskowy Jana Bogusławskiego i Konstantego Danki, które „pięknie reprezentowały nasz smak w komponowaniu siedziby człowieka, bez uciekania się do złota, perłowej masy i drogich kamieni”. Najbardziej nowatorska okazała się jednak koncepcja architektoniczna Barbary Brukalskiej, która wyobrażała hall w willi konstruktora samolotów. W tej na wskroś nowoczesnej aranżacji przestrzeń mieszkalna łączyła się w integralną całość ze światem zewnętrznym dzięki użyciu wielkich szklanych szyb jako ścian. Za jedną z nich roztaczał się widok na wewnętrzny dziedziniec z zimowym ogrodem, a za drugą, na tle której ustawiono figurę pływaczki, kusiła zieleń z basenem. Na czarnej podłodze z granitu rozciągnięty został jasny dywan o abstrakcyjnym wzorze pomysłu Wandy Koseckiej, a zwieńczeniem całości były oryginalne meble – szezlong pokryty cielęcą skórą o barwie poziomkowej, półkolista jesionowa ława, metalowo-szklany stolik zig-zag w awangardowym stylu i fotel wyścielany baranicą. Nie zabrakło też i innych wyszukanych elementów artystycznych – blat kominka z piaskowca wspierał się na rzeźbie Augusta Zamoyskiego wyobrażającej dwa męskie torsy, a na parapecie okiennym widniała „Głowa dziewczyny” jego dłuta. Ścianę zaś zdobiło abstrakcyjne panneau Edwarda Manteuffla z motywem podniebnych podróży samolotowych.

Czekoladowe pyszności Wedla 

Dalej ciągnęły się stoiska państwowego monopolu tytoniowego, alkoholu i soli z pomysłowymi dekoracjami w postaci fotomontaży, rzeźb w drzewie i malowideł na szkle. Na tym tle bezkonkurencyjny okazał się kiosk Wedla przyciągający prześliczną akwarelą z biedermeierowskimi motywami pędzla Ireny Wilczyńskiej, która nawiązywała do epoki powstania starej firmy warszawskiej słynącej od 1851 roku z najlepszych wyrobów czekoladowych w Polsce. W Niepodległej zaś niepodzielnym władcą czekoladowego imperium stał się przedstawiciel trzeciego pokolenia Wedlów, godny następca swego dziada Karola i ojca Emila – Jan, strażnik starych, sprawdzonych receptur, a zarazem idący z duchem czasu innowator. Z jego to inicjatywy w 1926 roku powstał graficzny znak reklamowy firmy z pasiastą żyrafą, na której grzbiecie siedzi chłopiec w czerwonym kaftanie, dźwigający na plecach przepyszne tabliczki czekolady. Za sprawą przedsiębiorczego Jana na ulicy Zamoyskiego w Warszawie powstała nowa fabryka wyrobów czekoladowych, otwarta ku największej uciesze stołecznych łasuchów w 1931 roku. Do tego nowocześnie urządzonego królestwa rozpływających się w ustach słodyczy sprowadzono z zagranicy specjalną maszynę do produkcji twardej i napowietrzanej czekolady oraz pierwsze w Polsce urządzenie do pakowania karmelków. Co więcej, po ulicach międzywojennej stolicy zaczęły jeździć samochody dostawcze ze znakiem firmowym „E. Wedel”, a czekoladowe dostawy trafiały na Pomorze za pośrednictwem „wedlowskiego samolotu” RWD-13. Jan pomyślał nawet o zamontowaniu przed wejściem do parku Skaryszewskiego pierwszej w kraju maszyny wendingowej, z której za opłatą wyskakiwały wybrane smakołyki. Firma promowała też swe wyroby w prasie, a hasło: „Czekolada Wedla to idealne połączenie wzmacniającego mózg cukru i odżywczego kakao” było nader przekonujące i kusiło nieziemskim smakiem. Na tym jednak nie koniec, bo Jan przystąpił do produkcji mlecznych pianek w czekoladowej polewie. Przeszły one do historii jako uwielbiane przez Polaków ptasie mleczko, którego nie mogło przecież zabraknąć na światowej wystawie w Paryżu.

Z Orbisem i LOT-em w świat

Nieco dalej czekała na zwiedzających sala promująca rodzimą turystykę, sztukę ludową oraz artystycznie zaprojektowane książki o Polsce. Z olbrzymich fotografii biło piękno Warszawy, Krakowa, Tatr, Huculszczyzny, Jezior Augustowskich i Bałtyku, zachęcając przybyszów z całego świata do odwiedzania Polski, poznawania skarbów jej przeszłości oraz najbardziej urzekających zakątków. Do wyobraźni przemawiał wyrastający jakby spod ziemi plastyczny model Gdyni – nadmorskiej chluby II Rzeczypospolitej i najmłodszego portu ówczesnej Europy. W innym miejscu zaś miłośnicy podniebnych podróży oblegali stoisko firmowe Polskich Linii Lotniczych LOT, których wyróżnikiem był wielce oryginalny, dekoracyjny globus Tadeusza Piotrowskiego. Miało się też czym pochwalić założone we Lwowie w 1920 roku Polskie Biuro Turystyczne Orbis, które stanowiło prawdziwe okno na świat dla kochających dalekie wojaże Polaków. O jego dynamicznym rozwoju świadczył fakt, że tuż przed wybuchem II wojny światowej posiadało 136 oddziałów w kraju i 19 za granicą. Nic więc dziwnego, że Orbis szybko znalazł się w gronie dziesięciu najlepszych biur turystycznych na świecie. 

Na najwyższe uznanie zasługiwał bez wątpienia dział sztuki ludowej. W zaaranżowanym przez Annę Pawlikowską, Hannę Laudańską i Czesława Knothego „pełnym czaru i poezji” wnętrzu wyeksponowane zostały oryginalne wyroby folklorystyczne: unikalna kolekcja pisanek, bukłaki z ornamentami huculskimi, figurki świętych, wycinanki kurpiowskie, obrazy malowane na szkle, płaskorzeźby, drzeworyty, ceramika, stroje ludowe z okolic Krakowa, Podhala, Śląska, Polesia, Łowicza i Huculszczyzny, a ponadto dewocjonalia, biżuteria, świeczniki, drewniane rzeźby, kwiaty z bibuły i ręcznie malowane lalki w przepięknych strojach. Wszystkie te osobliwości stanowiły niezbity dowód na to, że wytwory polskiej sztuki ludowej mogą być niezwykłymi i niekonwencjonalnymi elementami współczesnego wnętrza, zasługującymi nawet na miano małych dzieł sztuki. Kwintesencją polskiego stylu okazały się również porozwieszane w witrynach wystawowych milanowskie jedwabie oraz wełniane samodziały leszczykowskie – tkaniny dorównujące pod względem gatunku i wykończenia najlepszym materiom angielskim, nie mówiąc już o wzorzystych makatach dekoracyjnych z pracowni tkackiej księcia Artura Potockiego w Buczaczu. Wysokim poziomem jakości odznaczały się też wyroby lniane z Żyrardowa, porcelana z Ćmielowa, platery z warszawskiej fabryki Józefa Frageta, a także meble z wytwórni Józefa Sroczyńskiego w Poznaniu oraz z firmy Thonet-Mundus w Radomsku. 

Do ostatniej już sali wiodła prosta kamienna alejka, ciągnąca się pod długą betonową pergolą, na której końcu otwierał się pawilon „Polska Gospodarcza”, promujący osiągnięcia i dynamiczny rozwój rodzimego przemysłu, rolnictwa, techniki, transportu i infrastruktury. Miejsce na swe ekspozycje znalazły w nim m.in. Fabryka Chemiczno-Farmaceutyczna R. Barcikowski SA z Poznania, warszawski Związek Polskiego Przemysłu Lotniczego, który popularyzował rodzime dokonania techniczne w sferze lotnictwa, a także Fabryka Unia-Ventzki SA z Grudziądza prezentująca nowoczesny sprzęt rolniczy. Tłumnie oblegany był kiosk Polskiego Związku Bekonowego zaprojektowany przez inżyniera Czernego i wykonany ze szkła oraz z białego metalu, pokryty neonowymi świetlikami. W jego wnętrzu umieszczono wielką mapę kuli ziemskiej ilustrującą wszystkie miejsca na świecie, do których docierały mięsne wyroby polskiej firmy. 

Pleograf, aeroskop, kinofon…

Największą chyba ciekawość, obok działów obrazujących odkrycia naukowe prezydenta II Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego oraz rozwój Polskiego Radia, budziło stoisko poświęcone dokonaniom Kazimierza Prószyńskiego – pioniera w dziedzinie światowej kinematografii. Ów warszawski inżynier, wynalazca, operator filmowy i reżyser zasłynął na polu nauki i techniki jako konstruktor pierwszych aparatów kinematograficznych i kamer filmowych. Toteż na paryskiej wystawie z dumą wskazywano na dorobek tego pasjonata foto- i kinomechaniki oraz twórcy pierwszej polskiej wytwórni filmowej Pleograf (1901–1903) i przypominano, że jeszcze jako student w 1895 roku skonstruował w Warszawie nowatorski aparat służący do wykonywania zdjęć i projekcji filmów, nazwany przezeń pleografem. Za jego pomocą nakręcił kilka filmów krótkometrażowych ukazujących życie codzienne Warszawy, ruch na ulicy Franciszkańskiej, ślizgawkę w Łazienkach, powrót birbanta czy przygodę dorożkarza. Wszystkie te żywe scenki mieszkańcy stolicy mogli oglądać w Teatrze Letnim Ogrodu Saskiego podczas specjalnych pokazów, które dały początek polskiej kinematografii. Aby udoskonalić swój wynalazek, konstruktor gotów był przerwać studia inżynierskie i całkowicie skupić się na swej pracy, co po trzech latach eksperymentów zaowocowało powstaniem biopleografu, a potem obturatora (1909), służących eliminowaniu drgań i uzyskaniu płynności obrazu podczas jego emisji. Wprowadzenie do produkcji tego ostatniego urządzenia, wysoko ocenionego przez Akademię Nauk w Paryżu i samego Louisa Lumière’a, stało się momentem zwrotnym w dziejach przemysłu kinematograficznego i sztuki filmowej, bowiem pozwalało na realizację filmów o niemal dziesięciokrotnie większej niż początkowo długości. Nie lada sensację wywołał opatentowany przez polskiego wynalazcę w 1909 roku aeroskop – pierwsza na świecie ręczna kamera filmowa o napędzie automatycznym, która w czasie I wojny światowej posłużyła do rejestrowania tego, co działo się na froncie. Niezmordowany w swych poszukiwaniach Prószyński już w 1912 roku zaskoczył wszystkich kolejnym swoim wynalazkiem, którym był amatorski aparat filmowy „Oko”, nieskomplikowany w obsłudze i dzięki swej niewysokiej cenie ogólnie dostępny. Podjął nawet próbę stworzenia filmu dźwiękowego (1913), dążąc do synchronizacji kinematografu z fonografem, co zaowocowało powstaniem kinofonu, dzięki któremu nakręcił dwa filmy. Ich bohaterką była przyszła żona Prószyńskiego Dorothy Abrey, która grała na fortepianie, śpiewała, a potem z głośnym trzaskiem zapalała zapałkę. 

Patrząc na wszystko to, co II Rzeczpospolita miała do zaoferowania światu, prof. Pruszkowski ujęty był niepowtarzalnym stylem narodowego pawilonu, który jego zdaniem na paryskiej wystawie nie miał sobie równych. I choć zapewne w zestawieniu z gigantycznymi rozmiarami gmachów sowieckiego i niemieckiego wyglądał na mikrusa, to pod każdym względem przewyższał swych rywali wysoką kulturą architektoniczną i niebywałym poczuciem smaku, dorównując przy tym i innym potęgom przodującym w dziedzinie sztuki i techniki. Co więcej, zespalał w sobie tradycję historyczną z dążeniem do budowy nowoczesnego państwa, odzwierciedlając rozwój II Rzeczypospolitej i ukazując zarazem tysiącletni wkład Polski w dorobek cywilizacyjno-kulturowy Europy. 

Ku czci wielkiej Polki

Dzięki zorganizowanej w 1937 roku Wystawie Paryskiej o Polakach stało się głośno w świecie. Poza własnym pawilonem narodowym zaprezentowali również swe dokonania w szeregu sekcji międzynarodowych. Tak więc w promieniującym blaskiem najnowszych zdobyczy nauki Pałacu Wynalazków urządzona została specjalna sala, do której Polacy wchodzili z bijącym sercem i z której wychodzili ze łzą w oku. Było to miejsce upamiętnienia życia i pracy naukowej jednej z największych uczonych XX wieku – Marii Skłodowskiej-Curie – pierwszej kobiety uhonorowanej dwiema Nagrodami Nobla (1903, 1911), pierwszej mianowanej profesorem Sorbony, wreszcie pierwszej, która w dowód uznania zasług naukowych pochowana została wśród najwybitniejszych w paryskim Panteonie. W samym centrum tego siedliska polskich sił twórczych zwracały uwagę prymitywne i niejednokrotnie sklecone według własnego pomysłu aparaty służące badaczce do pierwszych pomiarów elektrometrycznych. W oszklonych gablotach zatrzymywały wzrok dyplomy noblowskie i cały szereg niezliczonych wyróżnień przyznanych odkrywczyni radu i jej mężowi Piotrowi za trud zgłębiania tajemnic materii. Na honorowym miejscu znalazły się i owe znane światu odłamki rudy, z której to uczona wyodrębniła rad w czystej postaci. Geniusz Polki, wnikającej w tajniki natury i przynoszącej ludzkości remedium na cierpienie, zdaje się patronować tej światowej wystawie, na której upamiętnieni zostali także inni zasłużeni dla nauki Polacy: Mikołaj Kopernik – twórca heliocentrycznej teorii wszechświata, Zygmunt Wróblewski i Karol Olszewski, którzy jako pierwsi skroplili tlen i azot, Kazimierz Kostanecki – twórca nowoczesnej krakowskiej szkoły anatomicznej, Marceli Nencki – pionier fizjologii i biochemii mikroorganizmów, Józef Babiński – współtwórca podstaw neurochirurgii, Kazimierz Funk – prekursor nauki o witaminach czy Oskar Minkowski, który wniósł olbrzymi wkład pracy w badania nad gruczołami dokrewnymi.

Najszybsza dama II Rzeczypospolitej 

W rywalizacji toczącej się w Pałacu Kolei Żelaznych bezkonkurencyjny okazał się polski parowóz Pm 36-1 – prawdziwa duma FABLOK-u – pierwszej krajowej Fabryki Lokomotyw w Chrzanowie. Opływowy kształt arcynowoczesnej maszyny aerodynamicznej, jej granatowa otulina i osiągana prędkość (140 kilometrów na godzinę) sprawiły, że zyskała ona miano „Pięknej Polki” i nagrodzona została Grand Prix wystawy. Ta najszybsza dama II Rzeczypospolitej była dziełem konstruktora Kazimierza Zembrzuskiego, powstałym przy współpracy z profesorem Adamem Xiężopolskim. W prawdziwe zdumienie wprawił zwiedzających także polski pociąg turystyczny z trzema wagonami – sypialnym, kąpielowym, wyposażonym w łazienki z prysznicami i salon fryzjerski, oraz barowym, w którym ku wielkiej uciesze podróżnych czas jazdy umilały dancing i kinematograf, odkrywający piękno Krakowa, Warszawy, Tatr i Huculszczyzny. W pociągu znalazło się nawet miejsce dla sali chirurgiczno-operacyjnej. O dokonaniach polskiej techniki kolejowej wiele mówiła makieta Dworca Głównego w Warszawie, wykonana w skali 1:200, z dołączoną mapą plastyczną węzła warszawskiego oraz ośmioma planszami statystycznymi ilustrującymi dorobek polskiego kolejnictwa. „Wszystko to wskazuje, że w zakresie organizacji przewozów, jak i w wielu innych dziedzinach, Polska konsekwentnie i z powodzeniem wciąż dąży do urzeczywistnienia twórczych wysiłków. Eksponaty polskich kolei stanowią prawdziwe zaproszenie do podróży po Polsce” – dzielił się swoją opinią francuski dziennikarz K. Péchin.

Polacy zaskakują świat

W Grand Palais, gdzie popularyzowano najnowsze odkrycia naukowe, Instytut Prehistorii Uniwersytetu w Poznaniu wystawił model rekonstrukcyjny pradawnej osady w Biskupinie, która stanowiła fenomen archeologiczny na skalę światową. Z kolei w Pałacu Sztuki Nowoczesnej, gdzie mieścił się dział urbanistyki, prezentowano plany i widoki nowych dzielnic Warszawy, jak również projekty rozwoju Krakowa i Gdyni. Zorganizowano też wystawę najnowocześniejszych polskich osiedli robotniczych, w tym kolejowego pod Kielcami, Paged w Gdyni oraz na warszawskim Żoliborzu, Rakowcu i Kole. W dziale dekoracji teatralnej największym powodzeniem cieszyła się słynna scenografia do baletu „Harnasie” Karola Szymanowskiego zaprojektowana przez Irenę Lorentowicz. Polacy wiedli też prym w dziedzinie grafiki użytkowej i reklamy. Zachwycano się pracami Tadeusza Gronowskiego oraz Tadeusza Trepkowskiego, który otrzymał Grand Prix za swój plakat z dziedziny bezpieczeństwa i higieny pracy. Wysokim profesjonalizmem wyróżniały się poza tym realizacje artystyczne powstałe w legendarnym atelier „Mewa”, które stworzyła trójka przyjaciół z warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych – Edward Manteuffel, Antoni Wajwód i Jadwiga Hładki, mistrzowie w projektowaniu plakatów, okładek i obwolut książkowych oraz papieroplastycznych dekoracji. To właśnie wykonana przez Wajwóda figura z papieru ozdobiła polską ścianę na wystawie reklamy usytuowanej obok wieży Eiffla. 

Polacy mieli też powody do dumy, prezentując swój dorobek w dziedzinie nauki, techniki i sztuki w Pawilonie Międzynarodowym. W sali polskiej wystawiono m.in. akwarele Stanisława Noakowskiego, drzeworyty Leona Wyczółkowskiego i Władysława Skoczylasa, dzieło rzeźbiarskie Augusta Zamoyskiego, medale projektu Tadeusza Breyera, Henryka Grunwalda i Wojciecha Jastrzębowskiego, a także przepiękne kilimy, tkaniny oraz lniane, wełniane i jedwabne makaty powstałe w warszawskiej Spółdzielni Artystów Plastyków „Ład”. Z kolei polscy inżynierowie i architekci mogli zaimponować zagranicznym specjalistom planami i fotografiami nowych gmachów użyteczności publicznej, które stanęły w Warszawie (Ministerstwo Komunikacji, Szkoła Główna Handlowa, BGK, Prudential) i Gdyni (Dworzec Morski, hale targowe, ZUS). Kto chciał, mógł też zapoznać się bliżej z pracami polskiej ekspedycji polarnej na Spitsbergen bądź udać się do paryskiego kina „Ciné”, by tam obejrzeć pierwszy polski film barwny inżyniera Tadeusza Jankowskiego „Wesele księżackie w Złakowie Borowym” albo „Trzy etiudy Chopina” Eugeniusza Cękalskiego wyróżnione na Festiwalu Filmowym w Wenecji (1937). To ostatnie dzieło stanowiło awangardową w swej formie wizualizację utworów muzycznych genialnego pianisty, zrealizowaną z zastosowaniem przeróżnych środków wyrazu – plam świetlnych, perforowanej taśmy, pejzażu i tańca. Swój wielki tryumf święciła też Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia pod batutą Grzegorza Fitelberga oraz uhonorowani złotymi medalami polscy muzycy – Jan Kiepura, Henryk Sztompka i Ewa Bandrowska-Turska.

Ostatnia taka noc w dziejach ludzkości 

Wraz z nastaniem wieczoru Paryż stroi się w nową, zadziwiająco piękną szatę, uwodząc widzów grą światła, dźwięków i kolorów. Na ten moment oczekują w najwyższym podnieceniu tłumy zgromadzone na moście Alma, które stają się powoli świadkami niezwykłego widowiska, bo oto na środku Sekwany zaczyna skrzyć się feerią barw fantastyczna rzeźba z lodu, a wokół niej, w różnych punktach rzeki, wytryskują i zapalają się naraz fontanny mieniące się czerwono, niebiesko, zielono, pomarańczowo, pawio i amarantowo. Teatr wodny zniewala swym urokiem, podobnie jak „kaskady ognia, szumiące płynne tęcze, w blasku których ściany pawilonów rysują się wyraźnie na aksamicie nieba, a rzeźby zaczynają żyć […]. Tęczowy płyn Niagar kropli się wokoło, a klawisze tajemniczego fortepianu, połączone przewodami ze świetlną instrumentacją, wyczarowują z koloru i muzyki cudotwórcze koncerty”. Nocy nad Sekwaną nie da się porównać z niczym innym. Zahipnotyzowanych jej nieopisanym pięknem wyrywają z zamyślenia niespodziewane huki. To ze szczytu wieży Eiffla wybuchają naraz ogniste „gwiazdy fajerwerków” upamiętniające jedną z tych nocy w dziejach ludzkości, podczas której narody świata obchodzą wspólnie wielkie święto braterstwa, manifestując wiarę w potęgę umysłu i twórczych sił człowieka.

     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze