Kurs na Kanzleramt. Z kotem i bez niego

26 września Niemcy wybiorą skład nowego Bundestagu. Zanim to się stanie, partie zdążą jeszcze przetestować swoje siły w wyborach do kilku landtagów. Wyniki tych wyborów w pierwszej fazie wpłyną również na decyzję CDU/CSU do wyłonienia wspólnego kandydata na przyszłego kanclerza Niemiec. Na razie wiadomo tylko tyle, że po 16 latach kanclerstwa skończą się rządy Angeli Merkel. Jej miejsce może zająć nowo wybrany szef CDU, Armin Laschet, lub premier Bawarii i szef CSU, Markus Söder. Panowie dobrze o sobie mówią, są uprzejmi do bólu i w tym teatrze umizgów starają się dowieść, że wcale im nie zależy na władzy kanclerskiej. A zależy. I to jak.

Armin Laschet nie ma dobrej passy. Sondaże są bezlitosne. 16 stycznia wygrał co prawda z Norbertem Röttgenem i Friedrichem Merzem walkę o schedę po Angeli Merkel i Annegret Kramp-Karrenbauer, ale delegaci na zjazd CDU to jedno, a społeczeństwo – drugie. I o ile tych pierwszych swojski, kanapowy wizerunek premiera Nadrenii Północnej-Westfalii w pełni zadowala (co wiele mówi o samej CDU), o tyle „zwykły Niemiec” nie jest zachwycony wizją Lascheta-kanclerza. Ostatnie sondaże przeprowadzone przez Civey dla tygodnika „Der Spiegel” ilustrują brak zaufania społeczeństwa dla zdolności przywódczych (w końcu kanclerz to przywódca) Armina Lascheta. 68 procent ankietowanych jest zadania, że Laschet nie nadaje się na kanclerza Niemiec. W grupie wyborców i sympatyków CDU/CSU aż 65 proc. nie chce go na tym stanowisku. I tutaj

     
28%
pozostało do przeczytania: 72%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze