Gen Z, gen trans – czyli o tym, jak odkryłem gang trans-aktywistów sprzedających dzieciom hormony

Gdy zainstalowałem na telefonie aplikację Discord, którą uwielbia Generacja Z – czyli dzieci urodzone około 2000 roku – byłem w szoku. W kilka godzin udało mi się znaleźć dzięki niej nielegalną siatkę trans-aktywistów, którzy chcieli sprzedać mi hormony. Hormony, które miały zmienić moją płeć i uczynić mnie szczęśliwym. Patrząc pokoleniowo, jestem niby millenialsem, lecz mam boomerskie poglądy. Boomerskie, czyli obecnie niemodne, przestarzałe. Poglądy generacji moich rodziców, w sumie – większości ludzi: że istnieją kobiety i mężczyźni, że nie ma w naszym gatunku innych płci. Że dzieci powinno się chronić przed złymi decyzjami, że dziecko nie może pić, palić ani – raczej jasne! – brać samodzielnie lekarstw. Że nie można pozwalać dzieciom gubić się w internecie. Że dzieci trzeba chronić.Ucieczka na tajne grupy Jakieś dwa lata temu zacząłem pisać bloga. O tym, że jestem gejem i nie zgadzam się z lewicą i LGBT. Jednym z często poruszanych przeze mnie tematów były od początku mojej działalności środowiska transseksualne. Śledziłem ich aktywistów, obserwowałem, jak na tajnych grupach opracowują plany przekonywania rodziców konkretnych dzieci, że ich pociechy są transseksualne, jak sami sobie wyjaśniają detale ideologii gender. Jakiś czas temu zaobserwowałem, że trans-aktywiści migrują z Facebooka na prywatne serwery na Discordzie. Wiedziałem, że szukali prywatności, że nie chcieli, by osoby spoza ich środowiska wiedziały, o czym między sobą
     
18%
pozostało do przeczytania: 82%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze