Herbata dobrze osłodzona, czyli niepodległość na trawie

24 czerwca 1946 roku elegancka publiczność zapełniła trybuny Wimbledonu. Po strasznej wojnie wracała w Anglii normalność. Ignacy Tłoczyński, najwybitniejszy polski tenisista pierwszej połowy XX wieku, tuż przed wojną uznany za jednego z pięciu najlepszych w Europie, wyszedł na kort oznaczony literą „P”, symbolem polskiej reprezentacji. Ambasada PRL w ostrych słowach zażądała od władz Wimbledonu usunięcia tego oznaczenia, gdyż „faszysta” od Andersa nie miał prawa reprezentować Polski. Tak komunistyczna władza odwdzięczyła mu się za bohaterską akcję Batalionu „Ruczaj” w czasie Powstania Warszawskiego, w czasie której był ciężko ranny. Polski mistrz gwałtownie zaprotestował i w powietrzu zapachniało karczemną awanturą. Dostojny Wimbledon skapitulował, oznaczenie przywrócono. Po wojnie Tłoczyński znany na Wyspach jako Mr. Tlok szkolił szkockie mistrzynie tenisa, w tym zwyciężczynię Wimbledonu Virginię Wade. Do PRL ani III RP nie przyjechał już nigdy. Historyk Tadeusz Wolsza pisze, że występ Tłoczyńskiego jako Polaka na Wimbledonie był dotkliwą porażką komunistycznej dyplomacji: „Tłoczyński i Czesław Spychała (żołnierze 2. Korpusu) wzięli udział w wimbledońskim turnieju tenisowym w 1946 r., pomimo protestów ambasady polskiej w Londynie. Na nic się zdały naciski dyplomacji warszawskiej na organizatorów turnieju, że »Tłoczyński i Spychała to żołnierze faszystowskiej armii gen. Andersa«. Z satysfakcją o porażce reżimu warszawskiego donosił »Dziennik Polski i
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze