Bracia, ku Słońcu! Tylko się nie spalcie…

Szaliki są dwa. Jeden z polaru za 5 euro i cienki, lepszy gatunkowo za 20 euro. – Schröder chyba taki nosił… kup mi ten! – No nie, on by czegoś takiego nie założył! A właśnie że tak! Bierzemy szalik, notatnik i długopisy. Para socjaldemokratów jeszcze chwilę spiera się przy stoisku z partyjnymi gadżetami, w końcu wychodzą z torbą wypchaną szalikami, notesami w czerwonej masywnej oprawie i bluzą z logiem SPD. Sprzedawca dorzuca jeszcze pięć pozytywek wygrywających motyw: „Bracia, ku Słońcu, ku wolności!”. „Trzeba kręcić korbką” – rzuca na pożegnanie. 

Ja też dostaję pozytywkę i grę memory z obrazkami nawiązującymi do 156-letniej historii SPD. Odkrywa się dwa kartoniki z Willym Brandtem i punkt zdobyty. Potem jednakowe kartoniki z feministycznym motywem i kolejny punkt. Socjaldemokraci to jednak mają fantazję, chadecy na swoim zjeździe w Lipsku postawili na eleganckie pióra, etui na opatrunki, karty blokujące kradzież danych. O zabawie zapomnieli. Zabawa jest jednak pozorna. SPD walczy o życie. A.D. 2019 jak bumerang wróciła mroczna, tak modna w latach 80. XX wieku prognoza o schyłku socjaldemokracji. Od lat 80. sporo jednak się zmieniło. SPD Willy’ego Brandta i Helmuta Schmidta miała w sobie pewną klasę, nawet „gazowy Gerd”, czyli Gerhard Schröder, mimo wszelkich zastrzeżeń był dla partii postacią ważną, z osobowością, z charyzmą. Cechy, których na próżno się doszukiwać w nowych liderach partii. Smutnych cieniach dawnych czasów. 

Brandt by nie uwierzył
SPD skarlała, rozpuściła się w latach sojuszów i wojenek podjazdowych z chadeckim koalicjantem. Björn Engholm, przewodniczący SPD do 1993 roku, wślizgując się w retorykę Willy’ego Brandta, mawiał, że „obie wielkie partie w Niemczech, socjaldemokraci i chadecy, muszą z założenia być gotowe do koalicji”. I tak było od połowy lat 60. XX wieku i zawiązaniu pierwszej wielkiej koalicji. SPD i CDU różniły się od siebie na tyle bezpiecznie, by nie dopuścić do...
[pozostało do przeczytania 80% tekstu]
Dostęp do artykułów: