Zdławiona rewolucja na 100-lecie rewolucji

Hasło: Niemieckie kobiety. Jeżeli wierzyć statystykom, trzy czwarte z nich nie wie, czym jest miłość od pierwszego wejrzenia, co trzecia wybrała życie w pojedynkę. Same remontują swoje mieszkania i taszczą walizki, na parapecie storczyk, na kanapie kot. Tyle badania. A co z polityką? W Niemczech 2019 rok upłynął pod znakiem świętowania stulecia przyznania kobietom praw wyborczych. I kończy się, przynajmniej dla części z nich, ciekawą konkluzją. 

Marie Behnke, rocznik 1880, służąca z Wilhelmshaven. Nieślubne dziecko służącej, Wilhelminy Rosenbohm, żona robotnika stoczni cesarskiej. 
Marie Baum, urodzona w 1874 roku w Gdańsku, córka ordynatora szpitala miejskiego i działaczki ruchu feministycznego, potomkini słynnego rodu Mendelssohnów-Bartholdych, jedna z pierwszych Niemek, która uzyskała dyplom uczelni wyższej. Na szwajcarskiej akademii, bo u siebie nie było wolno.
Marie Juchacz, rocznik 1879, krawcowa, służąca, pracownica fabryki i pierwsza kobieta, która wygłosiła mowę w niemieckim parlamencie. To wyliczanka okolicznościowa. Na koniec roku jubileuszowego. 
W styczniu 1919 roku Niemki po raz pierwszy w historii wzięły udział w wyborach do Niemieckiego Zgromadzenia Narodowego. 82 procent uprawnionych do głosowania poszło do wyborów. Z 423 mandatów 37 przypadło wtedy kobietom. Nieźle jak na polityczny debiut. Najwięcej, bo aż 19 z nich, należało do SPD, do dziś zresztą to socjaldemokraci, w ślad za Zielonymi, najlepiej potrafią zagospodarować żeński elektorat. I to mimo ostatnich docinków pod ich adresem ze strony federalnej minister do spraw rolnictwa Julii Klöckner, o czym później. 

Angela Cindy nierówna
Frau Behnke, Baum i Juchacz 100 lat temu przetarły szlak, którym dziś z taką oczywistością poruszają się Angela Merkel, Annegret Kramp-Karrenbauer, Ursula von der Leyen i wiele innych. W Bundestagu A.D. 2019 na 709 deputowanych – 221 to kobiety. Sto lat kobiecego marszu przez...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: