Poparcie dla AfD nie bierze się z powietrza

Tygodnik „Spiegel” zadał pytanie, jak to możliwe, że 80 lat od zakończenia II wojny światowej Niemcy skłaniają się ku takiej ekstremie jak AfD. Zaproponowałem wtedy, by zmienić perspektywę i raczej zadać pytanie, jak dalece pewna część społeczeństwa nie zgadza się z kierunkiem politycznym obranym przez niemieckie elity. Poparcie dla AfD nie bierze się z powietrza – z Borisem Reitschusterem rozmawiają Olga Doleśniak-Harczuk i Antoni Opaliński (PR24).

Alternatywa dla Niemiec (AfD) jest uważana za partię prorosyjską, nie bez podstaw zresztą. Jednak to nie AfD zainicjowała budowę Nord Stream II, dokonał tego polityczny establishment Republiki Federalnej Niemiec. Jednych się stygmatyzuje za prorosyjskość, w przypadku innych temat pomija się milczeniem. Skąd się wzięły te podwójne standardy?
W przypadku AfD stygmatyzacja nie łączy się z ich proputinowskim odchyłem. Członków i sympatyków AfD określa się w Niemczech mianem rasistów, nazistów, co zresztą uważam za groźną tendencję. Owszem, w AfD są i mało strawne postaci, ale przyprawianie całej partii gęby nazistów to fatalne rozwiązanie i błąd. Władimir Putin doskonale wyczuł ten nastrój, on ma nosa do takich dwuznacznych sytuacji i potrafi je doskonale rozegrać na swoją korzyść. Służby rosyjskie zadbały o dobre samopoczucie wielu członków AfD, zapraszano ich do Moskwy, stworzono wrażenie, że są ważni, wpojono im przekonanie, że Putin jest obrońcą zachodniej cywilizacji. Ostoją tradycyjnych wartości, kimś, kto stawi opór postępującej homoseksualizacji etc. 
Putin osiągnął mistrzostwo w instrumentalizowaniu AfD dla swoich celów, ale to też nie oznacza, że wszyscy w AfD dali się na to nabrać. Poza tym AfD istniałaby i bez Putina, on nie stworzył jej struktur, tylko umiejętnie je wykorzystuje, tak jak od lat czyni to z postkomunistyczną partią Linke. Z drugiej strony bawi mnie, kiedy członkowie innych partii z pewną kategorycznością zarzucają AfD prokremlowskie...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: