Dwie śmierci

Witkacemu przez całe dorosłe życie towarzyszyło przeczucie zagrożenia cywilizacji europejskiej ze strony bolszewickiej dziczy gotowej do najbardziej okrutnych zbrodni. Jak wielki lęk odczuwał, zaświadczył we wrześniu 1939 roku, gdy na wieść o sowieckiej agresji na Polskę popełnił samobójstwo. Strach przed dostaniem się w łapy czerwonej zarazy nie dał wyboru także Tadeuszowi Dołędze-Mostowiczowi. Raniony bolszewicką kulą, i on odebrał sobie życie.  

Wiosną 1937 roku prof. Marian Zdziechowski, rektor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, zanotował: „Wolałbym umrzeć teraz w zgodzie z Bogiem, w otoczeniu najbliższych, zapatrzony w rozciągające się przede mną wzgórza i lasy, podniesiony na duchu odczuciem czegoś wielkiego, nieskończonego, tajemniczego a bliskiego, niż za rok, za dwa albo trzy, może wcześniej jeszcze, może nieco później, zgnić w sowieckiej czerezwyczajce”. Wileński mędrzec zmarł półtora roku po napisaniu tych słów. Szczęśliwie zdążył umrzeć przed nadejściem antychrysta w granice Polski.
Zdziechowski trafnie przewidział starcie dwóch totalitaryzmów – komunistycznego i narodowo-socjalistycznego, zwycięstwo komunizmu oraz zniewolenie, sowietyzację Polski. Jego opinie, czy jak niektórzy wolą mówić – proroctwa, były lekceważone przez ówczesną elitę polityczną, intelektualną zarówno na zachodzie Europy, jak i w Polsce. Uważane były za naiwne, zrodzone w głowie stetryczałego staruszka, ale jak się wkrótce miało okazać, to politycy byli naiwni, iż nie doceniali diabelskiej mocy komunistycznej ideologii. Zdziechowski nie miał złudzeń, że w wyniku bolszewickiej nawałnicy stary świat ulegnie dewastacji, że zostaną zrujnowane porządek polityczny i cała cywilizacja, a tradycyjna moralność poddana będzie destrukcji. 
Zdziechowski postrzegał komunizm nie tylko jako osobliwość polityczną, społeczną, lecz także metafizyczną. Jakże wytłumaczyć akceptację ideologii komunistycznej, wręcz zafascynowanie nią dzisiaj, na początku XXI...
[pozostało do przeczytania 91% tekstu]
Dostęp do artykułów: