Bezwzględni mordercy mają tu swój azyl

Prawa sprawcy, surowość i adekwatność kary, ocena pracy służb, rola Rzecznika Praw Obywatelskich, ośrodek w Gostyninie – to tylko niektóre z tematów dyskusji, jakie wybuchły w Polsce po morderstwie 10-letniej Kristiny z Mrowin.

Przed 13 czerwca 2019 roku mało kto słyszał o Mrowinach. Licząca niespełna 1000 osób wieś położona nieopodal Wałbrzycha w powiecie świdnickim nie wyróżniała się niczym ani w skali kraju, ani nawet w skali województwa dolnośląskiego. Ot, jedna z tysięcy podobnych wsi w Polsce. Wszystko do momentu zaginięcia 10-letniej dziewczynki Kristiny.

Anatomia wydarzeń
Ten dzień był taki jak każdy inny czwartek. Około godziny trzynastej 10-latka wyszła ze szkoły w centrum Mrowin i udała się w kierunku domu. Miała do przejścia niewielki kawałek, więc w mieszkaniu powinna znaleźć się po około 15 minutach. Była widziana przez sąsiadów jeszcze 200 metrów od domu, ale jednak nigdy do niego doszła. Zaniepokojona matka postanowiła zgłosić sprawę zaginięcia. Do akcji przystąpili policjanci, straż pożarna i mieszkańcy, którzy rozpoczęli przeczesywanie terenu. W akcji brał nawet udział policyjny helikopter. Ostatecznie jednak ciało Kristiny zostało odnalezione kilka godzin później, 6 kilometrów od domu, nieopodal miejscowości Pożarzysko, przez przypadkowych spacerowiczów. Z parą, która odkryła zwłoki, rozmawiał Polsat News. Bogumiła Pabian pojechała razem z mężem do lasu. – Podjechaliśmy samochodem i w pierwszej chwili to była taka sytuacja, że zaparkowałam samochód, mąż wyszedł z samochodu, odpiął psa i go puścił. Dziwne, bo do tej pory nie rozumiem, dlaczego pies wyszedł z samochodu i w sekundę wrócił do auta i nie chciał wyjść – relacjonowała kobieta. Podjęła drugą próbę i zobaczyła, że coś leży obok drogi. – Zobaczyłam, że nogi rozłożone w taki sposób nienormalny, bluzka zakrwawiona, były muchy. Twarzy nie widziałam, tylko włosy takie jak spocone, jak brudne, jak mokre, takie jasne włosy –...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: