Siła wiary w polityce

Nad analizami wyborczymi do Parlamentu Europejskiego długo jeszcze będziemy się pochylać i dyskutować o nich. Skala zwycięstwa zaskoczyła wszystkich. Zadziwiła również wysoka frekwencja. PiS znokautował prorosyjską partię, która jeszcze kilka dni wcześniej w sondażach osiągała niemal 10 procent. A duże zainteresowanie wyborami i ujawnione negatywne informacje na temat współpracy liderów Konfederacji z Rosją zatopiły ten projekt. Klęskę poniosła też Koalicja Europejska. Wynik opozycji jest gorszy niż pięć lat temu uzyskały partie, które stworzyły Koalicję.

Na każdym polu opozycja poniosła klęskę, a PiS na każdym – wygrał. Taki wynik gwarantowałby tej partii zdecydowaną przewagę w parlamencie. Daje też nadzieję na walkę o większość konstytucyjną. Niemożliwe? A kto w 2015 roku wierzył w zwycięstwo Andrzeja Dudy albo w większość w Sejmie? Wtedy byłem w tej sprawie dosyć osamotniony. A teraz to nawet ja miałem wątpliwości, czy damy radę wyraźnie wygrać. Pod koniec kampanii, kiedy włączył się w nią zdecydowanie Jarosław Kaczyński, pomyślałem, że będzie dobrze.
Co się tak naprawdę stało?

Oczywiście do zwiększonej frekwencji mocno przyczynił się konflikt wokół Kościoła katolickiego. O ile przypadki pedofilii czy jej ukrywania spotkały się praktycznie z powszechnym potępieniem, o tyle sam atak na Kościół wywołał cichy protest milionów chrześcijan. Ludzie byli po prostu oburzeni profanowaniem wizerunków świętych i szydzeniem z religii. Wielu z tych, którzy poszli zagłosować, nie kalkulowało żadnego wyniku ani żadnego programu. Oni w ten sposób chcieli wyrazić swój protest.
Ale pojawił się też inny element. Wielu wyborców wreszcie powiązało swój głos ze skutkami dla kraju i dla siebie samych. Uwierzyło, że głosowanie ma znaczenie. Dlaczego tak się stało?

Po pierwsze, kilka spektakularnych zwycięstw PiS-u było najlepszym dowodem, że można wygrywać wbrew sondażom. Gdyby te wiktorie zmuszały do mglistych koalicji,...
[pozostało do przeczytania 34% tekstu]
Dostęp do artykułów: