Szczyt Trump–Kim. I co dalej?

Zerwaniem rozmów z Kim Dzong Unem w Hanoi Trump potwierdził, że bez denuklearyzacji nie ma możliwości zniesienia sankcji wobec Korei Północnej, a także wysłał ostrzeżenie do Pekinu, który próbuje zakończyć konflikt handlowy z USA, że Waszyngton w każdej chwili może odejść od stołu rozmów. W Stanach powracają też głosy, że poza zwiększoną presją na Pjongjang trzeba uderzyć w instytucje, które wspierają reżim Kima, głównie chińskie banki. Drugi szczyt Donalda Trumpa i Kim Dzong Una, który odbył się pod koniec lutego w Hanoi, przedstawia się często jako klęskę amerykańskiego prezydenta. Nic bardziej błędnego. Zarówno Pjongjang, jak i Pekin były niemal pewne, że w trakcie spotkania Trump–Kim zostanie zawarte porozumienie, a może nawet deklaracja pokojowa – jeszcze nie traktat kończący wojnę koreańską, lecz dokument będący wstępem do niego, który Kim i chiński prezydent Xi Jinping będą mogli wykorzystać jako pretekst do nacisków na USA, by wycofały swoje wojska z Korei Płd. Donald Trump odszedł od stołu rozmów z Kimem, ponieważ ten za zniesienie większości sankcji nie obiecywał całkowitej likwidacji arsenału i zakładów produkujących bomby, a jedynie demontaż jednego ośrodka nuklearnego. „Koniec sankcji oznaczałby, że Korea Północna znów zaczęłaby uzyskiwać przychody, które mogłaby wykorzystywać do ulepszania już posiadanych bomb i technologii rakietowej. Zachęta dla Północy, by wyrzekła się broni, znikłaby” – pisano w amerykańskim dzienniku „The Wall Street
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze