Spokojnie, to tylko słowa. Tyle że puste

Czy w ramach planetarnej solidarności Meksykanin jest moralnie odpowiedzialny za Eskimosa, a obywatelka Nowej Zelandii powinna czuwać nad prawami Marokanek? Co właściwie miała na myśli Angela Merkel, komunikując w 2015 roku zaniepokojonym rosnącą falą imigracyjną rodakom słynne „Damy radę”, i czy istnieje korelacja między wojną z głodem na świecie a produkowanym z zachowaniem wszelkich standardów humanitarnych budyniem z Bad Blankenburg? Alexander Kissler w swojej najnowszej książce stawia mnóstwo pytań, na wiele z nich warto samemu sobie odpowiedzieć. Frazesy, puste zdania pozujące na prawdy objawione, giętkie frazy, które można przywołać zawsze i wszędzie bez ryzyka, że powie się coś niemądrego. Czy posługiwanie się językiem jest aż tak proste? Alexander Kissler, niemiecki pisarz, publicysta, szef działu kultura w konserwatywnym miesięczniku „Cicero”, nie ma wątpliwości – żyjemy w fazie „Interregnum pustych pojęć”, świat zrobił sobie przerwę w myśleniu, a znane dobrze, oswojone terminy brzmią – owszem – jak dawniej, lecz znaczą już zupełnie co innego. Słowa takie jak: szacunek, solidarność, człowieczeństwo, ojczyzna są przywoływane w politycznych mowach, w kampaniach wyborczych, w uczonych publikacjach, ale ich rola sprowadza się do znaków zastępczych, wypełniaczy pozbawionych pierwotnego znaczenia. Kissler pisze o słowach, lecz nie o nich jest ta książka. Słowa są tylko pretekstem do demaskowania hipokryzji, głównie polityków, ale dostaje się też
     
23%
pozostało do przeczytania: 77%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze