SPADKOBIERCY NASERA. KTO ZYSKA NA DRUGIEJ REWOLUCJI ARABSKIEJ?

Po długiej nieobecności na bliskowschodnią scenę powrócił strategiczny gracz – naród. W Tunezji, Algierii, Jordanii, Jemenie, Arabii Saudyjskiej, Egipcie, Syrii, Bahrajnie, Iranie i Libii protestanci domagają się głębokich reform albo całkowitej rewolucji. W czasach współczesnych tylko raz wcześniej fala ludowych protestów o tej skali przetoczyła się przez region. 50 lat temu seria arabskich ruchów narodowych sprawiła, że pod stopami arabskich władców zatrzęsła się ziemia. Bezpośrednim katalizatorem tamtego rewolucyjnego szoku był kryzys sueski. W 1955 r. charyzmatyczny przywódca Egiptu Gamal Abd el-Naser głosił panarabizm, przeciwstawiał się wojskowo Izraelowi i zainicjował panarabski ruch na rzecz wyeliminowania pozostałości brytyjskiego i francuskiego imperializmu. Pod koniec tego roku zawarł sojusz między Egiptem a Związkiem Radzieckim, który dostarczył mu broni. Po tym jak w lipcu 1956 r. Naser znacjonalizował Kanał Sueski, europejskie mocarstwa w zmowie z Izraelem najechały Egipt, żeby go obalić. Nie udało im się to i Naser okazał się zwycięski. Kryzys sueski wyzwolił rewolucyjną iskrę (podobnie jak obalenie prezydenta Ben Alego w Tunezji w styczniu [2011 r. – red.]). Zwycięstwo Nasera pokazało, że siły imperializmu są zużyte, a co za tym idzie, że czas arabskich reżimów stworzonych przez imperialistów dobiega końca. Egipska propaganda, a zwłaszcza kairska stacja Głos Arabów, powtarzała ten argument nieznużenie, przedstawiając rywali Nasera jako marionetki Zachodu,
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze