WALIZKI KSIĘŻNICZKI

Magdalena Samozwaniec wspominała, jak poznały się ze Stryjeńską. Pewnego dnia usłyszała, że z saloniku jej rodzinnej willi „Kossakówki” dochodzą głośne dźwięki fortepianu. Zdziwiona zeszła na dół. Zobaczyła przy fortepianie „jakieś zabawne stworzenie z murzyńską kręconą czupryną i wspaniałymi, ognistymi, ciemnymi oczami”. – Co pani tu robi? – spytała. – Jestem Zofia Lubańska – przedstawiło się stworzenie. – Ten domek mi się spodobał, więc weszłam na werandę i gram na fortepianie. Proszę mi nie...
[pozostało do przeczytania 97% tekstu]
Dostęp do artykułów: