Matka tygrysica nie zna litości

Wymagające od swoich dzieci, by odnosiły sukcesy szkolne i akademickie, zmuszające do ciągłej pracy, niechwalące za rzeczy poniżej oczekiwań, podnoszące poprzeczkę i cały czas przypominające pociechom, że stać je na więcej. Twarde i despotyczne, czyli po prostu azjatyckie matki tygrysice.  Termin „matka tygrysica” ukuła Amy Chua, Amerykanka chińskiego pochodzenia, profesor prawa i autorka książki pt. „Bojowa pieśń matki tygrysicy”. Pojęcie to ma jednak swoje korzenie w filozofii Konfucjusza (551–479 r. p.n.e.) promującej m.in. szacunek dla autorytetu, ciężką pracę, wytrzymałość na trudności i dążenie do doskonałości akademickiej.  To sukces na polu akademickim ma zapewnić poprawę pozycji społeczno-ekonomicznej w społeczeństwie azjatyckim. Stąd w dzisiejszych Chinach, oraz w wielu innych państwach Azji rodzice starają się wpajać swoim pociechom wartość i znaczenie edukacji. Podczas gdy zachodni rodzice pielęgnują i szanują indywidualizm swoich pociech, ci chińscy wierzą, że dziecko musi przede wszystkim posiadać praktyczne umiejętności, tj. matematyczne, z nauk ścisłych, i przejawiać silny etos pracy. Matka tygrysica, czyli po chińsku „laohu mama”, nie rozumie zachodnich rodziców, którzy zaszczepiają dzieciom wiarę, że porażka nie jest niczym złym i że niezależnie od wyników w nauce pociechy będą kochane. Ona stawia na rygor, wymagania i pełną psychologiczną kontrolę nad dzieckiem, i to – jak twierdzi Amy Chua – czyni chińskie matki, także te mieszkające na
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze