Ogromne więzienie pod otwartym niebem

Na początku marca kolejny Tybetańczyk dokonał aktu samospalenia. Tsekho Tukchak uczynił to tuż przed kolejną rocznicą powstania w Tybecie w 1959 r. Gdy dokonywał tego czynu, krzyknął: „Niech żyje dalajlama i wolność dla Tybetu!”. Zostawił matkę, żonę i dwie córki. Jak mówią znajomi, był bardzo przejęty tym, co spotyka jego rodaków pod rządami komunistycznych Chin. Od 2009 roku na podobną formę protestu – samospalenie – przeciwko chińskiej okupacji Tybetu zdecydowały się, poza Tukchakiem, 152 osoby. Jak zauważa tybetańska pisarka i poetka Tsering Woeser w swojej książce „Tybet w ogniu”, samospalenia, wymagającego niewielkiego planowania, można dokonać w pojedynkę w okamgnieniu, przez co jest praktycznie niemożliwe do zatrzymania, a jednocześnie jednoznacznie mówi o oporze. I tak staje się najbardziej dramatycznym sposobem wykrzyczenia prawdy o Tybecie, gdy wszystkie inne możliwości zostały stłumione. W świecie zajętym pieniędzmi i wielką polityką sprawa Tybetu i losu jego mieszkańców rzeczywiście została wyciszona. I tylko takie dramatyczne akty jak ten Tsekho Tukchaka przypominają na moment, że oparta na obecności setek tysięcy chińskich żołnierzy okupacja Tybetu trwa i jest pogwałceniem przepisów międzynarodowych oraz fundamentalnego prawa Tybetańczyków do niepodległości.Powstanie przeciwko chińskiemu okupantowi Zanim w 1949 roku oddziały Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej wkroczyły do Tybetu, był on niepodległym państwem. Miał swoje
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze